Przesłanie Kardynała
Francis Kardynał George, O.M.I.
Życie w Królestwie Bożym
Ostatnimi czasy nasze polityczne, społeczne, kościelne, a często nawet rodzinne życie wydaje się być podzielone i złamane. To, co Kościół połączył ze sobą w sposób jednolity: szacunek dla życia ludzkiego i jego bezbronności na każdym etapie rozwoju, sprawiedliwość względem biednych i imigrantów, potępianie przemocy i naruszeń praw i wolności religijnej, odrzucenie przemocy jako środka rozwiązywania konfliktów – nie pasuje do planu żadnej platformy politycznej. Wiele osób celowo dąży do utworzenia podziałów lub wykorzystuje podziały już oddzielające ludzi. Zmartwychwstanie Jezusa, świętowane w ciągu pięćdziesięciu dni pomiędzy Wielkanocą i niedzielą Zesłania Ducha Świętego, jest antidotum i lekarstwem na obecny impas, który niszczy życia i rozdziela ludzi. Natomiast zamieszkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem w powszechnym Królestwie Bożym pomaga w ogromnej zmianie perspektywy, przesunięciu horyzontów, które tworzą nawykowe sposoby życia i myślenia.
Życie w Królestwie Bożym oznacza myślenie poza ciasnymi ramami stworzonymi przez obywatelstwo danego kraju, wyłączność kulturową lub rasową i indywidualny wybór. W Królestwie Bożym podziały nie są potrzebne, aby ustalić tożsamość. Nie ma w nim ani krajów, ani obywatelstwa, nie ma podziału spowodowanego różnorodnością języków, nie ma małżeństwa i ofiary małżeńskiej, nie ma osobistych marzeń lub indywidualnych wyborów, które nie są idealnie zgodne z wolą Bożą. Musimy poświęcić siebie i przebaczać innym, aby nawet niedoskonale żyć w Bożym świecie, w nowym świecie udostępnionym nam przez zmartwychwstanie Chrystusa.
Nasze społeczeństwo uznaje i często słusznie nagradza ofiarność, ale nie wydaje się poświęcać zbyt wiele miejsca przebaczeniu. Ludzie są klasyfikowani jako zwycięzcy albo przegrani, prześladowcy albo poszkodowani. Mówimy, że wierzymy w „odpuszczenie grzechów”, kiedy odmawiamy Credo podczas niedzielnej Mszy świętej. Czy to przekonanie bez pokrycia? Co ono oznacza? Dlaczego wyczuwalna jest nasza pozorna niechęć do przebaczania i przyjmowania przebaczenia?
Moc przebaczania grzechów przychodzi z Duchem Świętym, który jest darem zmartwychwstałego Pana dla Jego Kościoła. Ponieważ tylko Bóg może odpuszczać grzechy, kościelna moc odpuszczania grzechów pochodzi od Boga. Bóg pragnie przebaczać. Papież Jan Paweł II określał Boże Miłosierdzie jako „miłość, która pragnie przebaczać”. Ale Bóg przebaczający, jest również Bogiem, który sądzi. Na niemal każdej stronie Starego i Nowego Testamentu, istnieją świadectwa, które mówią o Bożym sądzie, który będzie oparty na Bożym przykazaniu, że mamy czynić dobre uczynki. Powrót Jezusa w chwale, tak dramatycznie przedstawiony w zakończeniu Ewangelii według świętego Mateusza, przedstawia Pana oddzielającego owce od kóz. Jedna grupa jest przeznaczona na wieczne szczęście, a druga na potępienie. Co może odciągnąć nawet samego Pana od wybaczenia grzechów, które zasługują na potępienie pomimo pragnienia Boga, ażeby wszyscy zostali zbawieni i zostali z Nim na wieki wieków?
Bóg nie może przebaczyć nam naszych grzechów, jeśli nie współpracujemy z Jego łaską, prosząc o przebaczenie i jeśli my sami odmawiamy przebaczania innym, którzy zgrzeszyli przeciwko nam. Biorąc sobie do serca słowa modlitwy, której nauczył nas sam Jezus, musimy zadać sobie pytanie, co nie pozwala nam wybaczać innym i przyjmować przebaczenie, nawet od Boga? Przychodzą na myśl dwie takie przeszkody życia w Bożym świecie, w królestwie Jezusa.
Po pierwsze, trudno nam jest uwierzyć w to, że przebaczenie jest możliwe i dostępne. Nie możemy zacząć od nowa, nie możemy zaakceptować nowego życia, ponieważ tkwimy zakotwiczeni w tym życiu. Nie możemy wybaczyć sobie samym i dlatego nie możemy zaakceptować ludzi, których działania potępiamy. Redukujemy ludzi do tego, co robią i definiujemy ich na zawsze przez ich grzechy przeciwko nam i nasze wobec nich. Zerwanych więzi nigdy nie udaje się uzdrowić. Nie wierzymy, że przebaczenie może nastąpić – takie myślenie jest nam po prostu niedostępne. Postawa ta oddziela nas nawet od Bożej miłości i miłosierdzia. Dlaczego mamy wyznawać nasze grzechy, jeśli przebaczenie nie jest możliwe?
Po drugie, kolejnym powodem odmowy przebaczania jest przekonanie, że jest ono zupełnie niepotrzebne. Niektórzy uważają, że Bóg akceptuje nas bez względu na to, co robimy i że nie może zaakceptować innych bez względu na to, co robią. Przysłowie głosi, że „miłość jest ślepa”, więc Bóg w swojej nieskończonej miłości albo przeocza, albo nie obchodzi Go, że nasze działania przeczą Jego przykazaniom.
Być może taka postawa jest zakorzeniona w kręgu naszego kulturowego pragmatyzmu. W naszym systemie prawnym zasady wynikają z ustalonych praktyk; w Królestwie Bożym, jednak praktyka ma wypełniać zasady. Jeśli nie zgadzamy się z prawem w naszym społeczeństwie, pracujemy, aby je zmienić. Wydaje nam się, że prawo, nawet Boże, powinno odzwierciedlać to, co akceptujemy, więc prośba o przebaczenie za złamanie przykazania nie jest zatem konieczna. Jezus nie będzie musiał dowiadywać się, kim są owce i kozy podczas Sądu Ostatecznego, ponieważ wszystkie kozy zostaną przekształcone w owce dzięki „postępowej” interpretacji prawa Bożego. Zbawienie dla nas wszystkich jest oczywiście czymś, na co pobożnie liczymy i o co się modlimy, ale Ewangelia nie daje nam żadnej gwarancji. Mamy zupełną swobodę w oddalaniu się od Boga, chociaż istnieją konsekwencje nieodpuszczonych grzechów. Istnieją konsekwencje nawet odpuszczonych grzechów, które opisuje nauka o czyśćcu. Bóg szanuje naszą wolność, ale także szanuje różnice pomiędzy tym, co jest zawsze racją albo dobrem, a tym, co jest zawsze pomyłką i złem.
Bóg wyciąga dobro ze zła, a sposobem w jaki to osiąga jest przebaczenie. W niebie jest więcej radości z powodu jednego grzesznika, któremu zostały odpuszczone grzechy i został zbawiony niż z ponad stu innych, którzy tkwią w przeświadczeniu, że nie potrzebują przebaczenia. Obłuda jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. W Ewangelii miłość oznacza ciągłe mówienie, że żałujemy, wieczne proszenie o przebaczenie za nasze grzechy osobiste, a także za grzechy Kościoła i naszego społeczeństwa. Przebaczenie oczyszcza pamięć, osobistą i społeczną. Wielcy święci, nawet na swoich łożach śmierci, modlili się o Boże przebaczenie, ponieważ ich wielka miłość pomogła im zrozumieć i być wyczulonym na zło grzechu i jego straszne konsekwencje.
Prośba o przebaczenie jest łaską. Łaską też jest przyjmowanie przebaczenia od Boga i innych. Łaską jest udzielanie przebaczenia innym, zwłaszcza naszym wrogom. Wielką łaską jest stałe życie w Królestwie Bożym, królestwie Chrystusa Zmartwychwstałego. Są to łaski Wielkanocy. Są nasze, gdy o nie prosimy, ale to od nas jest uzależniony wybór, czy o nie poprosimy, czy nie.
Benedykt XVI rozpoczął swój list (zobacz www.vatican.va), stwierdzeniem: „Okres Wielkiego Postu daje nam po raz kolejny okazję do refleksji nad samym sercem chrześcijańskiego życia — nad dobroczynnością”. Ojciec Święty napisał swą pierwszą encyklikę na temat miłości, bo Bóg jest miłością. Ponieważ Bóg jest miłością, to Jego miłość do nas jest nieskończona, a Bóg mówi nam, abyśmy kochali innych, bo On ich kocha. W tegorocznym orędziu na Wielki Post papież Benedykt XVI przypomina nam słowa z Listu do Hebrajczyków: „Troszczmy się o siebie nawzajem, aby pobudzić odpowiedź w miłości i dobrych uczynkach”.
Katolicka wizja życia jest wspólnotowa. W odpowiedzi na miłość Jezusa do nas, kochamy tych wszystkich, których On kocha. Nie możemy odizolować się lub pozostawać obojętni na los naszych braci i sióstr. Katolicy dokonują wyborów politycznych w imię wspólnego dobra, które różni się od sumy osobistych interesów każdego z nas. Kochać innych oznacza pracować na rzecz tego, co jest dobre dla nich fizycznie, moralnie i duchowo. Praca dla dobra wspólnego wymaga, abyśmy byli wrażliwi na potrzeby innych, nie zapominając biednych i tych, którzy mogą łatwo przepaść w naszej egoistycznej wizji życia.
Szczodrość ducha charakteryzuje życie większości katolików jakich znam w tym i innych miejscach. Widzimy jej odzwierciedlenie choćby w składkach na specjalne przeprowadzane zbiórki, kiedy ludzie innych krajów są nawiedzani przez nieszczęścia. Widzimy ją w stałej pomocy archidiecezji na rzecz ubogich, w katolickich organizacjach charytatywnych, w dorocznej kweście katolickiej, w katolickiej kampanii na rzecz rozwoju ludzkiego, we wspieraniu instytucji katolickich. Ostatnio słyszałem, jak kilka osób skarżyło się, że Kościół jest zainteresowany tylko „sprawami tacy”, a nie biednymi. Przypomnę im, że co trzecia osoba w mieście Chicago korzysta z usług katolickich organizacji charytatywnych, że Kościół jest największym prywatnym dostawcą usług edukacyjnych i zdrowotnych w kraju, że każdy biskup spędza sporo czasu i wysiłku na zbieranie pieniędzy, aby wspomagać ubogich.
Prawdą jest jednak, że obecnie głos Kościoła jest bardziej słyszalny w kwestii obrony biednych, niż w obronie prawdziwej natury małżeństwa, czy też prawa do życia nienarodzonych. Potrzeba nam więcej odwagi do mówienia o wartościach moralnych, które wielu z ludzi niestety interpretuje jako zagrożenie dla swojej wolności osobistej. Gdy jest coraz mniej sojuszników, ktoś czasem musi mówić w sposób bardziej stanowczy.
Poza tą osobistą ofiarnością, która wspiera dzieła Kościoła, uznajemy potrzebę, aby rządy zapewniały wystarczająco silną „siatkę bezpieczeństwa” dla tych, którzy nie są w stanie z różnych powodów, odpowiednio opiekować się sobą i swoimi rodzinami. W Ameryce możemy korzystać z różnych ulg podatkowych oraz z pozytywnych programów pomocy społecznej, pomagających potrzebującym. Szczegóły i zakres tej opieki może się różnić, ale zasada katolickiej nauki społecznej mówiąca o tym, że możemy użyć rządu do pomocy biednym jest jasna. Zasada ta zakłada, oczywiście, że państwo jest ograniczone w swoim zasięgu i sam rząd nie jest źródłem opresji.
Duchowe dobro bliźniego powinno również stanowić dla nas powód do rozmyślań. Docieranie do grzeszników jest jednym z duchowych dzieł miłosierdzia i zawiera pouczenie braterskie, tam, gdzie jest taka potrzebna. Pouczenia nie dokonuje się w duchu oskarżenia, lecz z troski o bliźniego i społeczeństwo, do którego wszyscy należymy. Jak napisał papież: „Nie wolno nam milczeć w obliczu zła. Myślę o wszystkich tych chrześcijanach, którzy z troski o ludzi, czy też z czysto osobistej wygody, dostosowują się do panującej mentalności, a nie przestrzegają swoich braci i sióstr przed takimi sposobami myślenia i działania, które są sprzeczne z prawdą i nie podążają ścieżką dobroci”. Upomnienie braterskie jest częścią wspólnotowej wizji życia. Jeśli napomnienie jest wzajemne i towarzyszy mu otucha, tworzy się wspólnota pokory i miłości. Największym wspólnym dobrem jest świętość, a my będziemy wzrastać w niej razem, dzięki łasce Boga.
Aktywność polityczna zawsze jest naznaczona dwuznacznością, szczególnie dziś, przez manipulację, urazę i polaryzację. My nie możemy po prostu wycofać się i unikać pracy związanej z formowaniem ocen moralnych na temat naszego życia publicznego. Podstawowym imperatywem moralnym jest miłość, opierająca się na prawdzie. Prawdziwa troska o innych uratuje ich zarówno od błędów, jak i od głodu. Traktowanie działalności politycznej jako formy miłości w akcji wyborczej jest wielkim wyzwaniem w dochodzeniu do moralnej decyzji o sposobie głosowania.
Kilka miesięcy temu Konferencja Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych ponownie wydała dokument o nazwie „Wierne obywatelstwo". Omawia w nim zasady moralne, które należy mieć na uwadze przy podejmowaniu decyzji o tym, jak głosować. Niestety, ludzie są często niecierpliwi w kwestii zasad i wymagają szybkich odpowiedzi. Co za tym idzie, niektórzy katolicy są niestety bardziej oddani swojej partii politycznej, bez względu na to, która to partia, niż Kościołowi, bardziej poruszeni sprawą swoich interesów niż wspólnym dobrem, czy sprawą samej wiary. Dla tych ludzi dokument ten nie będzie zbyt użyteczny, ale wszyscy inni powinni odszukać go na stronie internetowej USCCB pod adresem: usccb.org/issuesandaction/ faithfulcitizenship. Poza przedstawieniem zasad moralnych, wspomniany dokument jest dobrym wprowadzeniem w kilka kluczowych zagadnień moralnych, które powinny być uznane, jeżeli ktoś chce być wierny pracy na rzecz wspólnego dobra. Aborcja i zagrożenia dla osób słabszych pozostaje podstawowym problemem dla tych, którzy pragną społeczeństwa opartego na uniwersalnej miłości. Zachowanie systemu prawnego, z poszanowaniem natury małżeństwa jako związku jednego mężczyzny i jednej kobiety dla dobra rodziny, jest także dziś sprawą kluczową. Miłość do każdego zobowiązuje do ponownego rozpatrzenia naszego wadliwego systemu imigracyjnego. Powszechne stosowanie przemocy w celu zaistnienia w świecie, w tym wykorzystanie tortur przez rząd, niszczy zdolność do miłości bliźniego.
W wizji wspólnotowej, nie tylko osoby mają prawa, takie samo prawo mają rodziny i instytucje, w tym instytucje religijne. Papież Benedykt XVI, przemawiając do grupy biskupów amerykańskich w styczniu ubiegłego roku, uznał za konieczne po raz pierwszy w historii Ameryki, mówić o zagrożeniach dla wolności religijnej w Stanach Zjednoczonych. Powiedział: „W sercu każdej kultury, niezależnie od tego, czy jest to odczuwane czy nie, jest zgoda co do natury rzeczywistości i dóbr moralnych, a więc do warunków ludzkiego rozwoju... Kościół ma tu do odegrania kluczową rolę w zwalczaniu kulturowych prądów, które na podstawie skrajnego indywidualizmu, starają się promować idee wolności, oderwanej od prawdy moralnej. Konieczne jest, aby cała wspólnota katolicka w Stanach Zjednoczonych zdała sobie sprawę z poważnych zagrożeń dla Kościoła i jego roli publicznej wyrażającej się w głoszeniu moralnego świadectwa z powodu radykalnego sekularyzmu, który wzrasta w sferze politycznej i kulturowej”. Papież zwrócił się także do biskupów, aby utrzymywali kontakt z katolikami zaangażowanymi w życie polityczne. Oni są również kochani przez Boga i powinni być kochani przez resztę nas! Troska o wolność religijną jest integralna i dotyczy wszystkich naszych braci i sióstr. Staje się teraz kluczową kwestią w podejmowaniu własnego wyboru, w jaki sposób głosować. Nie możemy rozgrywać jednej wolności przeciw drugiej, bo stracimy je wszystkie. Oprócz omówionych tu zasad i problemów, wydaje mi się, że jest jeszcze inny czynnik decydujący w podjęciu rozważnej decyzji o sposobie głosowania: charakter kandydata. W dalszej perspektywie, osobiste zaufanie do publicznego kandydata może zachować niezbędne zaufanie do uczciwości naszego systemu politycznego i naszego sposobu życia. Trudno dokonać syntezy zasad moralnych, problemów moralnych i osobistego charakteru każdego z nas w jednym wyborze. Swoją decyzję o tym, jak głosować oddaj Bogu na modlitwie. Trudno podjąć decyzję, w obecności Boga, którego życie jest miłością, pozostając pogrążonym w czymś, co jest mniej niż autentyczną troską o wszystkich naszych braci i siostry i o wspólne dobro społeczeństwa.
Niech Bóg wam błogosławi.
Francis Kardynał George, OMI
Arcybiskup Chicago


