Coś więcej niż taniec i śpiew
Żeby tańczyć przyjeżdżają z najdalszych przedmieść Chicago. Żeby tańczyć żonglują pomiędzy zajęciami w szkołach i na uniwersytetach, pracą, nauką, a próbami. Zresztą w tym wszystkim nie chodzi już tylko o taniec, „to jest styl życia” — twierdzi Halina Misterka, która od roku 1997 pełni funkcję kierownika artystycznego zespołu „Lajkonik”. Tańczą, bo to kochają, bo taniec jest doskonałą formą ćwiczeń, bo w grupie poznali prawdziwych przyjaciół.
Dwadzieścia lat
W 1991 roku pasjonaci tańca Ewa i Marek Kusiowie zwrócili się do ówczesnego proboszcza parafii św. Trójcy śp. ks. Władysława Gowina z pomysłem założenia przy parafii zespołu folklorystycznego. „Ksiądz Gowin ich przygarnął powiedział, że jeżeli będą mieli małą grupkę dzieci, to zezwoli” — twierdzi Halina Misterka. Znalazło się dwunastu śmiałków. Obecnie, po dwudziestu latach, zespół liczy stu dwudziestu tancerzy, posiada kilka zestawów oryginalnych kostiumów folklorystycznych, ma na swoim koncie wiele niepowtarzalnych wypraw do Polski, niezliczoną ilość małych i dużych sukcesów, nauczył się zarabiać pieniądze na swoje potrzeby, jest rozpoznawalny w Chicago jako jeden z najlepszych polonijnych zespołów folklorystycznych, z dużym powodzeniem uczestniczy w Światowym Festiwalu Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie. Tańczą łącznie w pięciu grupach — trzech młodszych, dwóch starszych. „Prawie nikt nie odchodzi z zespołu. Musi się więc dziać tu coś dobrego” — powiedziała Halina Misterka. „Jestem wymagająca, ale również rodzice chcą, żeby dzieci otrzymywały coś najlepszego” — twierdzi Halina Misterka. W „Lajkoniku” nie ma bylejakości. „Chcemy pokazywać najlepszy rodzaj folkloru polskiego — powiedziała.
Przy kościele jak w domu
Na Trójcowie czują się jak w domu. Dziewięćdziesiąt pięć procent tancerzy to uczniowie lub absolwenci tamtejszej polskiej szkoły sobotniej, wszyscy są katolikami. Większość ich rodziców pobrała się na Trójcowie. „Na Mszy w niedzielę spotykamy się jak w swojej własnej wsi — każdy każdego zna, każdy każdego lubi, nie jesteśmy anonimowi, schowani w tłumie, czy przestraszeni, ale jesteśmy tu razem” — twierdzi Halina Misterka. Lubią proboszcza. Lubią, gdy wita ich z uśmiechem i to, że pozwala na organizowanie imprez dochodowych. „Mamy tancerzy gotują w domach obiady, przynoszą je do kościoła i tu je sprzedajemy. Robimy też stroiki świąteczne, które rozchodzą się jak świeże bułeczki” — twierdzi Halina Misterka. Rocznie, oprócz pieniędzy przeznaczonych na bieżące wydatki, muszą wypracować około dwudziestu tysięcy dolarów przeznaczonych na zakup strojów. Ponadto każdego roku budują ołtarz na Boże Ciało, prowadzą warsztaty malowania pisanek i wyplatania palm, organizują kolędowanie, a podczas dorocznego pikniku dają godzinny koncert.
Planowanie i wykonanie
Nie byłoby zespołu, gdyby nie praca wielu osób, w tym licznych wolontariuszy. Halina Misterka jest świadoma, że to dzięki ich zaangażowaniu w „Lajkoniku” dobrze się dzieje. To dzięki nim tancerze są poinformowani o bieżących planach, stają na parkiecie w czystych, wyprasowanych kostiumach, są dowiezieni gdzie trzeba, pięknie uczesani, ich buty błyszczą czystością, a zespół stać na zakup nowych kostiumów. Ale, jak w każdej grupie tanecznej, także w „Lajkoniku” potrzebny jest ktoś, kto zaplanuje, napisze scenariusz, wyreżyseruje, stworzy choreografię. Słowem — potrzeba kilku osób lub człowieka orkiestry. „Lajkonik” ma Halinę Misterkę. Z zawodu jest nauczycielką. W Polsce tańczyła w zespole „Igloopolanie”. Na pytanie czym dla ciebie jest „Lajkonik” powiedziała: „Ogromną miłością”. Jak sama twierdzi „Lajkonik” wypełnia każdą lukę w jej życiu, jest jej każdym oddechem. Czasami nawet nie pamięta jak dojechała do domu. „O Lajkoniku myślę jadąc samochodem, gotując zupę, słowem ciągle. Ale na tym przecież polega praca twórcza, że nie wiesz, kiedy dostaniesz wizję” — twierdzi.
Jesienią 2011 r. Halina Misterka została odznaczona przez rząd polski Złotym Krzyżem Zasługi przyznawanym za spełnianie czynów przekraczających zakres obowiązków, które przyniosły Polsce lub jej obywatelom znaczne korzyści. Twierdzi: „Mam wspaniałych pomocników, nigdy w najśmielszych marzeniach nie śniłam, że tak się to rozwinie”.


