„Ksiądz przynosi błogosławieństwo”
— z księdzem Andrzejem Bartoszem, wikariuszem w parafii św. Władysława, o chodzeniu po kolędzie rozmawia Alicja Pożywio
Czy lubi Ksiądz chodzić po kolędzie?
O tak! Jest to ciekawy czas poznawania rodzin. W kościele widzimy ich z daleka, w ławkach. Po odwiedzinach o wiele lepiej kojarzę ludzi. Patrzę na nich nie jak na anonimowych parafian, ale jak na osoby z konkretnymi problemami i radościami. Kolęda jest jedną z form duszpasterzowania, a więc prowadzenia dusz. Aby kogoś prowadzić, trzeba go poznać. W Polsce przez dziesięć lat chodziłem po kolędzie. Tam na jedno popołudnie przypadało od dwudziestu do trzydziestu, czy nawet więcej rodzin. Ludzie raczej chętnie księdza przyjmowali, choć byli tacy, którzy w ogóle nie przyjmowali. Inni przyjmowali, ale dawali odczuć, że wcale nie byli radośni z tego powodu. Byli też i tacy, którzy mówili: „My wprawdzie nie chodzimy do kościoła, ale jesteśmy gościnni i lubimy, jak ktoś nas odwiedza”.
Czy w trakcie tych spotkań poruszane są realne problemy dotyczące wiary, czy są to raczej spotkania kurtuazyjne?
Dużo zależy od rodziny. Czasami można się bardzo starać i zadawać wiele pytań, a zaangażowanie domowników polega na zdawkowym: „tak, tak, no właśnie”, i na tym kończy się dyskusja. A czasami wystarczy tylko dotknąć jakiegoś problemu i od razu otwiera się cała gama spraw, którymi oni żyją. W Chicago, gdzie po kolędzie chodzimy jedynie na zaproszenia, wierni zapraszając księdza kierują się różnymi motywacjami. Jedni chcą, żeby były odwiedziny, bo jest taka tradycja i chcą to podtrzymać, lubią kiedy ksiądz do nich przyjdzie — poświęci dom, zostawi obrazek na pamiątkę. Inni zapraszają, żeby porozmawiać, bo mają jakieś problemy, wątpliwości. Czasami ludzie po prostu chcą, żeby z nimi rozmawiać, chcą opowiedzieć ile mają wnuków, dzieci i to jest piękne, że ludzie zapraszają księdza, żeby dzielić się z nim swoimi radościami.
Podczas kolędy święci się mieszkania.
W czasie kolędy ksiądz przychodzi z Bożym błogosławieństwem. Jedna z modlitw kolędowych mówi: „Tak jak Chrystus uświęcił dom rodzinny w Nazarecie, tak samo niech uświęca nasze rodziny, aby On sam mieszkał w nas”. To nie jest zwykłe ludzkie spotkanie. Kolęda jest znakiem więzi z Kościołem parafialnym. Ksiądz przynosi błogosławieństwo, jest wspólna modlitwa i to jest najważniejsza płaszczyzna, na której się gromadzimy. Modlitwa jest zebraniem wszystkich spraw – łatwych i pięknych, ale też trudnych i tych, które bolą. Kolęda jest związana z przeżywaniem okresu Bożego Narodzenia, aczkolwiek wiem, że zdarzają się w Polsce parafie, gdzie są one rozłożone na cały rok. Ma to jakieś uzasadnienie — można poświęcić więcej czasu na rozmowę i spotkanie z domownikami. Znam księdza, który mówił, że to chyba jakiś wróg Kościoła wymyślił kolędę zimą, kiedy jest zimno, jest śnieg i często wieją mroźne wiatry. Łatwo można tam nabawić się przeziębienia. Pamiętam, ludzie chcieli, żeby na kolędę wszystko było nie tylko ładnie wysprzątane, ale też żeby w domu było ciepło. Więc palili w piecach. A ksiądz z takich rozgrzanych domów wychodził prosto na mróz.
Sprawdza Ksiądz dzieciom zeszyty?
Bardzo to lubię, chociaż w Chicago dzieci zwykle mają kopie z książek i te pojedyncze kartki bywają porozrzucane. Ale w Polsce był to bardzo ciekawy punkt kolędy i często dzieci się cieszyły, że mogły pokazywać księdzu zeszyty. Tutaj jest to bardziej rozmowa, niż sprawdzenie, czy jakiś test danej rodziny. Jeśli ktoś sam zaprasza księdza po kolędzie, to już jest to świadectwo jego przywiązania do Kościoła i parafii.
W Polsce chodzi się po kolędzie do wszystkich, także do tych, którzy są na bakier z Kościołem.
Nie zawsze ci, którzy są na bakier z przykazaniami, są na bakier z Kościołem. Choć często przed Panem Bogiem mają pokręcone życie, to mimo wszystko czują się związani z Kościołem. Na emigracji ludzie często mają bardziej powikłane życie niż w kraju. Dużo częściej dochodzi do rozbijania małżeństw. Często ci ludzie, może dlatego, że pogubili się w życiu jeszcze bardziej kochają Pana Boga i gdzieś w Kościele próbują na nowo odnaleźć swoją nową drogę. Niejednokrotnie bardzo dbają o religijne wychowanie swoich dzieci. Widać, że im zależy na tym, aby ich dzieci nie popełniały takich błędów, jakie im się przydarzyły. Jestem daleki od potępiania i przekreślania, bo często tacy ludzie jeszcze bardziej przeżywają swoją słabość i może przez to odkrywają Pana Boga. Bardzo dobrze, że oni się utożsamiają z Kościołem i czują przynależność do Kościoła, ale też źle byłoby gdybyśmy przymykali oko na ich status. Trzeba mówić prawdę, oni chcą prawdy.
Czy pamięta Ksiądz jakieś zabawne lub nietypowe sytuacje kolędowe?
Kiedyś przychodzimy do starszych ludzi około siódmej wieczorem, a oni mówią: „To teraz ksiądz przychodzi? My już idziemy spać”. Patrzę, a tam rzeczywiście pierzyny wyciągnięte i tylko z grzeczności nas przyjęli. Kiedyś byłem po kolędzie u profesora Stefana Stuligrosza, dyrygenta słynnych Poznańskich Słowików. Celowo zabrałem ministranta, który śpiewał u profesora w chórze — nie chciałem, abyśmy wypadli blado podczas śpiewania. Chłopcy więc zaczęli, ale dopiero jak profesor się włączył do śpiewu, to kolęda zabrzmiała z mocą. Zapamiętałem profesora, jako człowieka wielkiej kultury osobistej i kultury ducha. Pamiętam też inną sytuację — wchodzę do domu pewnej rodziny i pani domu cały czas, dość uporczywie się we mnie wpatruje. Nie wiedziałem, o co chodzi. Pomodliliśmy się, zaśpiewaliśmy kolędę, a ona dalej patrzy się na mnie. Dopiero, kiedy powiedziała pierwsze zdanie, zawołałem: „Małgośka!?” Przez osiem lat chodziliśmy razem do podstawówki. Kiedy indziej w jednej z kamienic było dużo psów. Wchodzę do jednego z mieszkań i mówię: „Co mieszkanie, to pies”. Musiało to tę panią zaboleć, bo od razu mi uświadomiła, że: „psy często są lepszymi przyjaciółmi niż ludzie”.
Co powinny zrobić osoby, które chcą w Chicago przyjąć księdza z kolędą?
W naszej parafii ogłaszamy, że jest czas kolędy. Mówimy, że jest to piękna tradycja i że są to odwiedziny połączone ze wspólną modlitwą. Osoby, które chcą, żeby ksiądz ich odwiedził prosimy o indywidualny kontakt. Jestem pewien, że w innych parafiach jest podobnie.
Dziękuję za rozmowę.



