Advertisements ad

Catolico: Periódico oficial en Español de la Arquidiócesis de Chicago

Na drodze nie można stać

Alicja Pożywio

W Chicago istnieje wiele polskojęzycznych grup neokatechumenalnych. Należy do nich około dwieście osób. O swojej przynależności mówią jestem na drodze. Wejście na nią dla wielu odbyło się, jak twierdzą, w najmniej po ludzku, odpowiednich momentach. Dla Gosi i Wojtka Karpisiuków był to czas, gdy po kilku latach szczęśliwego małżeństwa w Polsce znaleźli się w Chicago i w... poważnym kryzysie małżeńskim. „Po co przyjeżdża się do Stanów? Żeby zarobić pieniądze. Oboje pracowaliśmy jak szaleni. Żona dostała awans, miała ambicje zawodowe, urodziły nam się dzieci. Zacząłem pracować na drugą zmianę, ona pracowała na pierwszą, prawie się nie widywaliśmy” — opowiada Wojtek. Opamiętanie przyszło, gdy pewnego dnia jadąc do pracy autostradą 294, obudził się w aucie stojącym pod prąd pędzących samochodów, a przed sobą miał mur tirów. „Był to czas, gdy nie układało się nam. Wiedziałem od moich rodziców, że małżeństwo jest czymś na wieki, a ja nie mogłem i nie potrafiłem go uratować” — powiedział Wojtek.

Historia Agnieszki i Darka Charczuków jest podobna. Odkryli drogę neokatechumenatu, gdy ich życie, jak sami mówią, przypominało piekło. „Mąż pracował 25 godzin na dobę, praktycznie go nie widywałam, byłam sama z malutkimi dziećmi. I właśnie wtedy zadzwonił mój brat i powiedział o katechezach” — wspomina Agnieszka Charczuk. Odpowiedź była jednoznaczna: absolutnie nie. Od tamtego czasu minęło 13 lat i dziś nie wyobrażają sobie życia bez neokatechumenatu.

Anna Zielińska będąc w Kościele, żyła podwójnym życiem i nie widziała w tym problemu. „Celem mojego życia było życie towarzyskie i znalezienie mężczyzny. Nawet nie małżeństwo, ale żeby z kimś być. I byłam, mieszkałam z nim, wszyscy przecież tak robią. Nie byłam ani szczęśliwa, ani nieszczęśliwa” — opowiada Anna. Do neokatechumentu zaprosił ją jej kolega, z którym przyjaźniła się jeszcze w Polsce. „Widziałam jak on bardzo się zmienił. Gdy go znałam w Polsce nie był nawet ochrzczony. Bardzo zależało mu, abym chodziła na katechezy” — powiedziała Anna. Poszła. „Nikt nie moralizował, nauczyłam się słuchać Słowa Bożego. Tam zobaczyłam, że aby życie się układało, to Pan Bóg musi być na pierwszym miejscu” — powiedziała.

Nowe, choć nie nowe

Droga neokatechumenalna nie jest nowością w Kościele. Przeciwnie, jest stara jak Kościół. W czasach Kościoła pierwotnego katechumenatem nazywano kilkuletni okres przygotowywania poprzedzający przyjęcie sakramentu chrztu. „Droga ta polega na formacji, która etapami pomaga odkrywać łaskę chrztu i pozwala wydawać owoce” — powiedział ksiądz Jose Murcia, uczestnik i opiekun jednej ze wspólnot neokatechumenalnych w parafii św. Jakuba w Chicago. Składa się ona z trzech etapów, którym odpowiadają trzy cechy życia chrześcijańskiego: pokora, prostota i uwielbienie.

Pierwsza faza to katechumenat post-chrzcielny, który rozpoczyna się 15 katechezami wstępnymi, podczas których formułuje się, jeśli tego pragną uczestnicy, wspólnotę, która wchodzi na drogę formacji opartą o trzy filary: Słowo, Liturgię i Wspólnotę. Po katechezach wstępnych następuje czas zwany prekatechumenatem. Jest to czas poznania siebie poprzez słuchanie Słowa Bożego i przebywanie ze wspólnotą nazwany okresem pokory. Etap ten może trwać przez kilka lat. Następnie rozpoczyna się okres katechumenatu. Wejście do niego odbywa się stopniowo poprzez pierwsze i drugie skrutynium (badanie stopnia dojrzałości), pomiędzy którymi jest konwiwencja Szema (słuchanie). Ten czas to czas prostoty, w którym katechumen uczy się żyć wolą Bożą i pełnić ją każdego dnia. W tym okresie następuje dogłębna refleksja nad Credo, Katechizmem Kościoła Katolickiego i modlitwą Ojcze Nasz. Jest to także czas wprowadzenia w modlitwę (członkowie wspólnoty rozpoczynają się modlić brewiarzem). Trzeci okres, to czas uwielbienia, w którym wspólnota uczy się żyć, chwaląc Boga we wszystkim. W tym okresie przygotowuje się ona do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych przed biskupem podczas Wigilii Paschalnej (etap wybrania).

Wątpliwości

Droga neokatechumenatu, jak mało który z ruchów w Kościele, doczekała się krytyki zarówno ze strony ludzi należących do Kościoła, jak i tych spoza niego. „Większość zarzutów wynika z nieznajomości tego, na czym ta droga polega. Wszystko, co robimy, odbywa się zgodnie ze statutami zatwierdzonymi przez Stolicę Apostolską” — powiedział ksiądz Jose Murcia.

Jedno z nieporozumień dotyczy tego, iż grupy neokatechumenalne stanowią odrębne kręgi w parafii. Mówią o nich: Kościół w Kościele, elitarna grupa. „Jest prawdą, że droga neokatechumenalna jest pewnym wyzwaniem dla proboszcza. Proboszcz musi być cierpliwy, bo on na bieżąco potrzebuje różnej pomocy i zaangażowania. Droga neokatechumenalna tymczasem jest formacją człowieka, który przychodzi z daleka. Aby mógł zacząć działać, najpierw potrzeba, aby został on uzdrowiony i umocniony. Gdy to już się dokona, każdy brat ze wspólnoty musi być i jest zaangażowany w posługę w parafii” — powiedział ksiądz Jose Murcia. Takie zaangażowanie, jak twierdzi, jest tym cenniejsze, ponieważ nie wynika z obowiązku, ale z wdzięczności i odkrycia Kościoła jako Matki.

Podejrzliwość wzbudzają też sobotnie Eucharystie. Wielu zarzuca im, że odbywają się w specjalnej sali poza kościołem, gdy tymczasem świątynia stoi pusta. „Eucharystia przeżywana w małej wspólnocie, jako część formacji nie jest czymś zamkniętym, każdy może przyjść i w niej uczestniczyć” — powiedział ksiądz Jose Murcia. Twierdzi on, że miejsce ma służyć głębszemu przeżywaniu Eucharystii. „Jeżeli pójdziemy z małą wspólnotą do wielkiego kościoła, to nie będzie tam odpowiedniej atmosfery”— powiedział.

Jeszcze innym zarzutem jest to, że członkowie neokatechumenatu za cenę aktywności we wspólnocie zaniedbują swoje własne rodziny. „To nie jest obciążenie, jest to raczej wybawienie” — powiedział Darek Charczuk. Twierdzi on, że to dzięki przynależności do ruchu są szczęśliwą rodziną i potrafią sobie radzić z wieloma problemami współczesnego świata. Jego żona, Agnieszka, jest podobnego zdania. We wspólnocie znalazła nie tylko sposób na intymny kontakt z Bogiem, ale także przyjaźń i wsparcie ludzi. „Większość z nas ma tu podobne problemy. Czasem godzinami rozmawiamy przez telefon, ale to nie jest plotkowanie, jest to zupełnie inna rozmowa” — powiedziała Agnieszka.

Neokatechumenat jest ciągle młodym ruchem w Kościele. Mimo to widać już jego owoce. „Podziwiam ich zapał i oddanie. Wielokrotnie swoją wiarą zawstydzają także mnie, doświadczonego kapłana” — powiedział ksiądz Wojciech Kwiecień, proboszcz parafii św. Jakuba. Dowodem tego, iż są ożywczą siłą polonijnego Kościoła jest to, że coraz więcej proboszczów pragnie ich mieć w swoich parafiach. A to, że pojawiają się pytania i wątpliwości, może być dobrym znakiem na przyszłość, gdyż większość wielkich dzieł w Kościele z takimi się borykała.