Catolico: Periódico oficial en Español de la Arquidiócesis de Chicago

Starość — spojrzenie wstecz i w przyszłość

W dzisiejszych czasach ludzie żyją dłużej — wiele osób w naszym kraju zyskało co najmniej 10 lat życia w stosunku do przeszłości. Wielu ludzi w ubiegłym stuleciu umierało jako dzieci, co zawsze jest tragedią. Okres młodzieńczy trwa obecnie dłużej; a ważne decyzje w życiu, takie, jak np. małżeństwo, odkładane są na późniejsze lata po dwudziestce lub trzydziestce. Czterdzieste urodziny nie są już wyznacznikiem osiągnięcia przez kogoś wieku średniego. Starość zaczyna się naprawdopodobniej po siedemdziesiątce, bo z pewnością nie wtedy, kiedy nadchodzi sześćdziesiątka. Osiemdziesięciolatkowie nie są już wyjątkami.

Starsi zawsze byli częścią ludzkiej historii, choć nie do takiego stopnia, jak ma to miejsce dzisiaj. Ponad trzy tysiące lat temu, Psalmista głosił: „Miarą naszych lat, jest lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt; a większość z nich to trud i marność: bo szybko mijają, my zaś odlatujemy” (Ps 90, 10).

W miarę upływu lat wspomnienia z przeszłości widzi się w szerszej perspektywie. Pamiętam teraz wyraźnie wydarzenia i rozmowy, które w czasie, kiedy miały miejsce nie wydawały się szczególnie ważne. Pamiętam też te, o których jeszcze nie tak dawno myślałem, że są doniosłe, a dziś popadły w zapomnienie. Dziś wydaje się niezwykle ważne, że po tylu dekadach Blackhawks udało się przywieźć do Chicago Puchar Stanleya, ale nie jestem pewnien na ile te szczere wyrazy radości i entuzjazmu przeżywanego dzisiaj przetrwają próbę czasu i zachowają się w naszych życiowych wspomnieniach. W okresie, gdy oceniamy przeszłość i przewartościowujemy dawne wydarzenia, horyzonty przyszłości ograniczają się coraz bardziej i zaczynamy zastanawiać się, jaki będzie koniec naszego życia. Czasem ludzie mówią, że śmierć nie jest im straszna, ale boją się umierania. Nie do końca wiem, co to znaczy, gdyż i jedno i drugie to niewiadoma.

Gdy zbliża się śmierć

W obliczu czegoś nam nieznanego, naturalnym odruchem jest próba kontroli. Spisane w odpowiednim czasie zalecenia, co do opieki medycznej i instrukcja działania na wypadek utraty przytomności są jednym z jej sposobów. Innym jest wyznaczenie pełnomocnika podejmującego decyzje dotyczące życia i śmierci w przypadku, gdy ktoś nie jest w stanie sam tego zrobić. Osoby, które przewidują, że staną się więźniami swojego ciała nie chcą stać się również więźniami maszyn.

Nikt nie jest samowystarczalny, wszyscy jesteśmy członkami ludzkiej rodziny. Dla każdego życie jest darem i wszyscy jesteśmy jego sługami. Z tych dwóch zasad wynika imperatyw moralny stanowiący, że nikt nie może rozmyślnie popełnić, lub nie wykonać czynów, które w swej naturze lub w konsekwencjach bezpośrednio spowodowałyby śmierć człowieka.

Podczas, gdy dokonanie aborcji, czy świadomej eutanazji jest zawsze czynem niemoralnym, kalkulowanie, co jest właściwym sposobem leczenia w obliczu nadchodzącej śmierci jest niemożliwe do przewidzenia w specjalnych instrukcjach. Pożywienie i woda są konieczne do życia. Zwykle podawane są doustnie, więc zapewnienie ich jest obowiązkiem moralnym. Nie można nikogo zagłodzić na śmierć. Tego typu zdroworozsądkowe zalecenie przeciwstawiono współczesnemu nakazowi „autonomii”, co mniej więcej rok temu, wywołało dyskusję społeczną. Część tego poruszenia powodowała panika i być może było to umyślne zamieszanie nastawione na skompromitowanie katolickiej służby zdrowia.

Niektórymi z moralnych powodów niepodawania żywności sztucznymi metodami mogą być: opór fizyczny, ekstremalny lęk, wielkie poczucie dyskomfortu, zbliżanie się śmierci, nieodwracalny obrzęk lub duszenie się. Należy zachować szczególną ostrożność w ochronie praw osób niepełnosprawnych, czy też osób niezdolnych do podjęcia świadomych decyzji odnośnie swojego leczenia. Nie do pomyślenia są sytuacje, w których ktoś umyślnie powoduje śmierć pacjenta, bo ten cierpi na chorobę Alzheimera, zastoinową niewydolność serca, końcowe stadium raka albo inną przewlekłą chorobę. Oczywistą korzyścią z faktu upoważnienia kogoś do podejmowania decyzji odnośnie opieki zdrowotnej jest możliwość zindiwidualizowania leczenia w zależności od sytuacji, w jakiej znajduje się dany pacjent.

Być może nasz problem traktowania śmierci wynika z tego, że my sami nie oddajemy siebie innym z miłością. Zarówno umieranie, jak i miłowanie, wymagają poddania własnej autonomii i zakładają zaufanie. W miarę starzenia się coraz mniej ufamy naszemu ciału. Organy i mięśnie, których niezawodność uważaliśmy za oczywistość, zaczynają zawodzić i mizernieć. Jakże ważne wówczas jest wzmacnianie nawiązanych przyjaźni. Kiedy nie możemy liczyć na własne ciało, musimy liczyć na tych, którzy darzą nas miłością, a szczególnie na naszego Pana.

Bóg jest miłością i nie chce niczego innego, oprócz tego, byśmy dzielili się Jego życiem teraz i na zawsze. To przekonanie wypływające z naszej wiary karmi nas przez całe nasze życie i daje siłę w podeszłym wieku.

Francis Kardynał George, OMI

Arcybiskup Chicago