Z Chicago do Springfield
- ingres biskupa Tomasza J. Paprockiego
U całowaniem krzyża u drzwi katedry Niepokalanego Poczęcia w Springfield biskup Tomasz J. Paprocki rozpoczął swój ingres jako dziewiąty ordynariusz tamtejszej diecezji. „Przychodzę nie jako lobbysta wiary katolickiej, ale jako pasterz powierzonych mi owiec” — powiedział 22 czerwca w homilii. Wzruszająca, radosna, pełna głębokich symboli uroczystość zgromadziła około tysiąca osób. Byli wśród nich metropolita Chicago kardynał Francis George, emerytowany metropolita diecezji Baltimore, kardynał William Keeler, przeszło trzydziestu biskupów, około stu pięćdziesięciu księży, a wśród nich liczna reprezentacja polonijnego duchowieństwa na czele z dyrektorem Biura Katolików Europejskich Archidiecezji Chicago, księdzem Kazimierzem Garbaczem i prowincjałem Towarzystwa Chrystusowego dla Prowincji Północnoamerykańskiej, księdzem Pawłem Bandurskim. Na uroczystości byli także obecni przedstawiciele władz cywilnych z konsulem generalnym RP w Chicago Zygmuntem Matynią, innych religii, matka, rodzeństwo i najbliższa rodzina biskupa Paprockiego, a także grupa polskich i amerykańskich przyjaciół przybyłych specjalnie z Chicago. Uroczystość była transmitowana na żywo w witrynie internetowej diecezji Springfield, a także tłumaczona na język migowy.
To, z czym biskup przybył do Springfield
Program, z którym biskup Paprocki przybył do nowo powierzonych wiernych zawiera dwa postanowienia. Pierwsze to kochać, „a dokładnie przekazywać z pomocą Bożej łaski miłość Chrystusa dwudziestu ośmiu powiatom wchodzącym w skład diecezji Springfield”, a także „być centrum jedności dla wspólnoty chrześcijańskiej” — powiedział biskup podczas homilii inauguracyjnej. Znaczną jej część hierarcha poświęcił wzorcom osobowym ważnym w jego życiu. Pośród nich wymienił swego ojca, patrona dnia — świętego Tomasza More’a, podobnie jak biskup adwokata z wykształcenia, a także Abrahama Lincolna, którym zafascynował się już w ósmej klasie. Przemawiając nie zawiódł tych, którzy znając go, oczekiwali, że podczas homilii zaśpiewa okolicznościową piosenkę.
„Jezus kocha cię” — brzmiał powtarzany refren piosenki Briana Littrella śpiewanej a capella przez biskupa przy wtórze diecezjalnego chóru ku wielkiej radości zebranych.
Bulla, pastorał i krzesło
Uroczystość przejęcia diecezji była pełna symboliki. Główne miejsce zajęły w niej, oprócz krzyża, bulla papieska i krzesło biskupie, zwane katedrą. „Jakość serca i umysłu kandydata została zbadana przez Watykan” — przeczytał w liście apostolskim papieża Benedykta XVI, zwanym bullą, prałat Marco Sprizzi, reprezentant arcybiskupa Pietro Sambiego, nuncjusza apostolskiego Stanów Zjednoczonych. Następnie opatrzony pieczęcią list przekazał Marlenie Muflord, pełniącej funkcję kanclerza diecezji, ona z kolei pokazała go zebranym.
Teraz przyszła kolej na biskupie krzesło — katedrę, od którego wzięła nazwę katedra, jako kościół, z którego naucza biskup, i który stanowi symbol autorytetu biskupa (nauczanie ex cathedra). Natychmiast po ceremonii z bullą, siedzący dotąd na katedrze kardynał George wręczył pastorał i ustąpił miejsca nowemu ordynariuszowi. W tym momencie świątynię zalała burza oklasków. Ostatnim symbolicznym akcentem uroczystego przejęcia diecezji było homagium, podczas którego przedstawiciele różnych grup diecezjalnych podchodzili do nowego pasterza na znak posłuszeństwa i szacunku.
Na zakończenie Mszy św. wiele śmiechu wśród zebranych wywołał kardynał George. „Zrelaksujcie się, nie będę śpiewał” — powiedział podchodząc do mikrofonu. Następnie uczynił analogię pomiędzy przyjęciem nowego urzędu przez biskupa Paprockiego a zmianą parafii przez proboszczów. „Ten rodzaj napięcia jest częścią życia księży. Definiuje nasze życie jako tych, którzy obiecali służyć Panu, gdziekolwiek On wzywa nas, by służyć ludziom” — powiedział kardynał.
„Sto lat” i nie tylko
Podczas ingresu i uroczystości z nim związanych nie zabrakło polskich akcentów. W wieczór poprzedzający ingres, podczas nabożeństwa w katedrze biskup Paprocki powiedział: „Dla mnie, jako Amerykanina polskiego pochodzenia, najważniejszą osobą w hierarchii kościelnej był papież Jan Paweł II Wielki. Przyjmuję za błogosławieństwo, że list papieski z nominacją biskupią, który otrzymałem w 2003 roku, zawiera jego podpis”. Podczas ingresu z kolei duże zainteresowanie zwróciła grupa górali w regionalnych strojach. A wieczorem, w historycznym budynku stanowego kapitolu, gdzie miał miejsce poczęstunek po uroczystościach zabrzmiało „Sto lat” zaśpiewane przez polskich przyjaciół księdza biskupa. Biskup Paprocki stwierdził, iż było to wydarzenie, podobnie jak budynek, historyczne, gdyż najprawdopodobniej nigdy przedtem nikt nie śpiewał tam „Sto lat”.
Kim i jaki on jest?
„Pracowity i zapracowany, konsekwentny, konkretny, wyrażający jasno i precyzyjnie swoje oczekiwania. Nie jest wylewny, ale potrafi docenić dobrze wykonywaną pracę. W sytuacjach kryzysowych bardzo opanowany, potrafił słuchać. Jest człowiekiem wielkiej pokory i modlitwy. Każdy dzień rozpoczynał od Mszy św. oraz półgodzinnej modlitwy w kaplicy” — powiedziała o swoim dotychczasowym szefie Elżbieta Ceisel-Mikowska pełniąca przez siedem ostatnich lat funkcję asystentki administracyjnej biskupa Paprockiego.
Wśród Polaków jest wiele osób, które na przestrzeni siedmiu lat dobrze poznały biskupa. Liczni zaprzyjaźnili się z nim. Są wśród nich księża, współpracownicy biskupa, osoby publiczne, ale także zwykli ludzie, których hierarcha spotykał w różnych miejscach i okolicznościach.
„Z jednej strony z dumą patrzyłem na ten awans, bo przecież należy to rozumieć jako sukces, z drugiej szkoda mi, że nie będzie go w Chicago” — powiedział konsul generalny RP w Chicago Zygmunt Matynia.
Państwo Zofia i Kazimierz Mazurkowie, od dwudziestu lat należący do parafii św. Konstancji znają księdza biskupa jeszcze z czasów, gdy ten był ich proboszczem. Byli z nim podczas zwykłych dni jako parafianie, towarzyszyli mu podczas uroczystości, byli gdy z Watykanu nadeszła biskupia nominacja, a także wtedy, gdy razem na Soldier Field kibicowali kopiącym piłkę Polakom i Amerykanom. „Jest to człowiek wysokiej kultury osobistej. Potrafi wsłuchać się w problemy innych, a szczególnie, jak miało to miejsce w naszym przypadku, w problemy rodzin imigracyjnych. Jest ambitny, radosny, pamięta imiona członków rodziny” — powiedziała pani Zofia Mazurek.
Ksiądz Mark Bartosik, pełniący funkcję dziekana w dekanacie C IV Wikariatu, przez ostatnich siedem lat mieszkał z biskupem pod tym samym dachem parafii św. Franciszka z Rzymu. „Biskup ma swoich bohaterów, wzorce, które naśladuje” — powiedział. Ksiądz Bartosik uważa, że w samym biskupie jest coś z wzoru godnego naśladowania. Stwierdził: „Wysoko podnosi poprzeczkę wymagań stawianych samemu sobie. Jest tym, który ostatni chodził spać i pierwszy wstawał”.




