Spór o adorację Najświętszego Sakramentu
Kilka miesięcy temu teolog z Notre Dame, w Indianie, ks. Richard McBrien, wyraził słowa ostrej krytyki pod adresem praktykowania adoracji Najświętszego Sakramentu, ubolewał nad wzrostem jej popularności w życiu Kościoła. „Trudno jest mówić dzisiaj przychylnie o tego typu oddaniu”- powiedział. Jego głównym argumentem przeciwko adoracji eucharystycznej jest fakt, że praktyka ta opiera się na naiwnej i wątpliwej teologii, która odrywa Eucharystię od jej właściwego kontekstu liturgicznego. „Adoracja była bardziej zrozumiała w prymitywniejszych czasach, ale teraz, gdy katolicy umieją czytać i pisać, a nawet są wysoko wykształceni, Msza święta powinna się odbywać w języku wiernych z rytuałami, które jest im łatwo zrozumieć i wykonywać, więc potrzeba istnienia dodatkowych obrzędów dewocyjnych jest bardzo mała, albo żadna”. Na koniec McBrien dodaje: „adoracja eucharystyczna jest doktrynalnym, teologicznym i duchowym krokiem wstecz”. Krótko mówiąc, ci oddający się adoracji Najświętszego Sakramentu to biedne stworzenia, które nie należą do inteligentnych ludzi. Czy rzeczywiście? Zaprzeczają temu największe sławy teologiczne naszej wiary.
Przykłady przeczą tezie profesora z Notre Dame
W latach 40. i 50. kiedy tylko bywał w domu w Paryżu, mały, wąsaty człowiek każdego wieczora przemierzał dzielnicę Montmartre, idąc w kierunku Bazyliki Najświętszego Serca. Usadowiony w ławce, klękał i brał udział w całonocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Ten człowiek to Jacques Maritain, jeden z największych filozofów katolickich dwudziestego wieku. Razem z Etienne Gilson i Martinem Grabmannem, przewodniczył odrodzeniu się współczesnego neotomizmu, a jego arcydzieło „Stopnie wiedzy” jest niesamowicie złożonych traktatem na temat ludzkiej wiedzy. Elegancję i werwę jego sposobu pisania podziwiają znawcy literatury francuskiej.
W latach dwudziestych XX wieku, młoda Niemka, instruktor szkoleń dla nauczycieli, regularnie przychodziła do kościoła dominikanów, zasiadając na krześle stojącym dokładnie naprzeciw tabernakulum. Długie godziny w ciszy mijały jej na adoracji Najświętszego Sakramentu. Jej pobożność była tak gorliwa, że wprawiała w podziw siostry zakonne, z którymi mieszkała. Ta kobieta to Edith Stein, jedna z najważniejszych myślicielek katolickich ubiegłego wieku. Otrzymała doktorat w dziedzinie filizofii pod kierunkiem mistrza Edmunda Husserla i ogólnie uznawano ją, obok Martina Heideggera, za najważnejszego ucznia Husserla. Była autorką serii artykułów porównujących fenomenologię jej mistrza z klasyczną filizofią Tomasza z Akwinu i tuż przed śmiercią z rąk nazistów, ukończyła trudne studium o mistyce św. Jana od Krzyża, wielkiego mistyka hiszpańskiego XVI wieku.
Karol Wojtyła uzyskał doktorat w roku 1946, zakończywszy badanie etyki fenomenologicznej Maksa Schelera. W latach 50. i 60. był wykładowcą filozofii moralnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i napisał wiele pouczających monografii na temat etyki chrześcijańskiej, w tym swoje arcydzieło „Osoba i czyn”. W latach 70., jako kardynał Wojtyła, wykładał na uniwersytetach całego świata, a w roku 1978 wybrano go papieżem. Będąc w Rzymie, praktycznie każdego ranka klękał przed Najświętszym Sakramentem w ramach przygotowań przed codzienną Mszą św. Ci, którym dane było modlić się razem z nim, byli świadkami niesamowitej intensywności jego pobożnej postawy, widocznej na jego twarzy i ciele.
Adoracja i teologia
Przykłady tego typu ludzi, niezwykle światłych i zagorzałych teologów, oddających się adoracji eucharystycznej możnaby mnożyć w nieskończoność: Tomasz z Akwinu, John Henry Newman, Teilhard de Chardin, Dorothy Day, G. K. Chesterton, Paweł VI, itd, itd. Stanowisko McBrien’a, że tej dewocyjnej praktyce, oddają się jedynie osoby niewykształcone nie sprawdza się na gruncie empirycznym. Co więcej, jego argument, iż adoracja eucharystyczna odchodzi lub odwraca uwagę od głównej modlitwy podczas Mszy świętej, choć powtarzano to już nie raz w okresie posoborowym, nie ma sensu. W swym przenikliwym eseju z 1950 roku, Karl Rahner, jeden z największych teologów katolickich ubiegłego stulecia, argumentował, że Eucharystia jest zawsze „wydarzeniem słowa”. Chrystus staje się rzeczywiście obecny, gdy ksiądz w czasie Mszy świętej wypowiada słowa „oto ciało moje” i „oto krew moja”. Rada Trentu, przypomina Rahner, twierdziła, że Chrystus jest obecny vi verborum (mocą słowa). Rahner dochodzi do wniosku, że Jezus, nawet jeśli jest obecny w ciszy tabernakulum, jest obecny słownie, co znaczy, w odniesieniu do konsekracyjnych słów, wypowiadanych podczas liturgii eucharystycznej. Tym samym, sakramentalna obecność Chrystusa w taberankulum lub monstrancji bierze swój początek i koniec we Mszy świętej. Istnienie tarcia pomiędzy liturgią a tabernakulum, przy którym upiera się wielu posoborowych teologów, to wymysł, któremu kłam zadaje fakt, że osoby miłujące Pana Boga w Najświętszym Sakramencie to zwykle ci sami, których pobożność objawia się we Mszy świętej.
Przyklaskuję więc odnowie praktykowania adoracji Najświętszego Sakramentu i mam nadzieję, że rozprzestrzeni się ona w wielu parafiach i diecezjach właśnie dlatego, że uznaję wezwanie II Soboru Watykańskiego do spojrzenia na liturgię jako na „źródło i szczyt całego życia chrześcijańskiego”.



