Lekarz, to znaczy walczący o życie
Doktor Leszek Ballarin jest lekarzem, który nie dokonuje aborcji i nie przepisuje środków antykoncepcyjnych. Zatrudnia wyłącznie personel, który podziela jego przekonania i wartości. Bycie lekarzem odczytuje jako jedno ze swoich powołań życiowych. Inne to — bycie synem, ojcem, mężem i... muzykiem. Doktor Ballarin obok studiów medycznych skończył również klasę gitary klasycznej w szkole średniej i przez rok studiował dyrygenturę na Śląskiej Akademii Muzycznej. Poczekalnia jego gabinetu zaopatrzona jest w materiały ruchu Pro-life, co jest rzadko spotykanym widokiem w gabinetach lekarskich aglomeracji Chicago. Jak twierdzą znawcy tematu, postawa broniąca życia od poczęcia do naturalnej śmierci, nie pomaga w biznesie. „Wiele lat temu, gdy rozpoczynałem praktykę lekarską słyszałem od kolegów, którzy wiedzieli, że absolutnie nie wypisuję środków antykoncepcyjnych, że jest to niemądre, że pacjenci nie przyjdą. Jak się okazało, jest zupełnie inaczej” — powiedział doktor Leszek Ballarin.
Pacjent, czy klient?
Nie tylko, że przychodzą, to jeszcze znajdują to, o co dziś tak trudno w lekarskich gabinetach — człowieka. „Często pomoc pacjentowi nie ogranicza się tylko do wypisania recepty, zlecenia zabiegów, ale do głębszego wejścia w czyjąś sytuację, bo tam zakorzenione są również problemy, które mają odbicie w naszej fizycznej kondycji” — twierdzi. Uważa także, że lekarz, to trochę jak ksiądz, a gabinet trochę jak konfesjonał. „Tutaj dochodzi do poruszania bardzo intymnych, czasem wstydliwych tematów. Pacjenci wiedzą, że aby lekarz mógł udzielić pomocy musi usłyszeć całą prawdę tak, jak na spowiedzi” — powiedział. Stąd nie dziwi, iż on sam swoje spotkania z pacjentami porównuje do spowiedzi niesakramentalnej. Ma się to nijak — twierdzi doktor Ballarin — do proponowanej przez nowomowę medyczną zmiany terminologii i nazywania pacjenta klientem. „Próbuje się relacji lekarza z pacjentem nadać charakter handlowy. Ubezpieczenie powie, co masz zrobić, lekarz wykona polecenie, klient dostaje towar i wraca do domu” — twierdzi. Prowadzi to do utraty osobistej relacji lekarza z pacjentem, która jest ważna dla doktora Ballarina. Jego zdaniem ubezpieczenia bardzo często utrudniają mu pracę. „Czasem trzeba pokonać wielu biurokratów, którzy siedzą gdzieś za biurkami i nie mają pojęcia o realnym pacjencie. Leczenie wówczas wymaga większej cierpliwości od pacjenta i większej gimnastyki od lekarza i personelu” — powiedział.
Gdy nie można już nic zrobić
Chlebem powszednim dla lekarza jest obcowanie z ludzkim cierpieniem. „Jest ono czymś, co przywołuje nas na ziemię, co dodaje pokory. Niezależnie od bycia lekarzem wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi w obliczu cierpienia” — powiedział doktor Ballarin. Najtrudniejszą częścią jego pracy jest przekazanie pacjentowi informacji o nieuleczalnej chorobie. „To nie jest tak, że idzie się do domu, zamyka biuro i o wszystkim zapomina” — twierdzi. Jego zdaniem lekarz powinien być tu trochę jak ojciec. W takich sytuacjach on sam mówi swoim pacjentom, że choć nie może nic więcej zrobić, jest jeszcze Ktoś silniejszy i trzeba spróbować z Nim rozmawiać. W tym kontekście, nawet ci, którzy bywają zdziwieni obecnością krzyża w gabinecie doktora Ballarina rozumieją, że jest on znakiem ulgi w cierpieniu. „Dla lekarza i pielęgniarek krzyż jest inspiracją do pracy. Przypomnieniem, że gdy pomagamy w procesie leczenia, to jesteśmy tylko narzędziami w rękach Mistrza” — powiedział doktor Ballarin.
Nie zgadza się z opinią, że eutanazja jest opcją w rozwiązywaniu cierpienia chorych terminalnie. „Nikt z nas nie ma prawa decydować, kiedy ludzkie życie się skończy. Jest cała gama leków, które można stosować do kontroli cierpienia” — twierdzi. Ponadto, często osoby terminalnie chore mają ogromną depresję. „Jej wynikiem może być pragnienie śmierci. Odpowiedzialnością lekarza jest jej zdiagnozowanie i próba leczenia symptomów, a nie zabijanie człowieka” — powiedział doktor Ballarin. Jego zdaniem każdy lekarz powinien przejść przez doświadczenie hospicjum. „Buduje to niesamowitą pokorę, sprowadza nas na ziemię, uświadamia, że zmiana w życiu może przyjść nieoczekiwanie niezależnie od zawodu, wieku, koloru skóry; że to, co mamy tu na ziemi jest nietrwałe, i że nasz dom trzeba budować gdzie indziej” — twierdzi.
Wiara motywuje i zobowiązuje
Doktor Ballarin nie kryje, że jego zdecydowana postawa broniąca życia jest konsekwencją wiary. Swoją formację religijną zawdzięcza Ruchowi Światło-Życie, gdzie najpierw był zwykłym członkiem, a potem pełnił funkcję animatora grup i animatora muzycznego. To także wiara pomogła mu w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości zaraz po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Na początku lat 80. był członkiem pierwszej grupy oazowej przy parafii św. Jacka. Obecnie wraz z żoną i pięcioma synami są członkami Domowego Kościoła w Chicago. „Jest wiele głosów o tym, że wiara jest czymś prywatnym, a to, co prywatne, powinno pozostawać w domu. Mówi się, że gdy jesteśmy w pracy, to mamy robić to, co każe szef lub czego wymagają zasady politycznej poprawności. Jest to ogromne nieporozumienie” — twierdzi doktor Ballarin. Uważa on, że świadczy to o braku kręgosłupa. „My, Polacy znamy bardzo dobrze polityczną poprawność w wersji socjalistycznej i komunistycznej. Jest to dwulicowość, na którą jako katolicy pozwolić sobie nie możemy” — twierdzi.
Pomimo, iż przekonania doktora Ballarina, wbrew przestrogom, nie odstraszają od niego pacjentów, on sam jest świadom, że żywa wiara wymaga ofiary i może się zdarzyć, że zapuka ona także do jego drzwi. „W ubiegłym roku były przypadki na południu Illinois, gdy kilku farmaceutów straciło licencje, bo odmówili wydania tabletki wczesnoporonnej” — powiedział. Choć obecnie lekarze dysponują wolnością w podejmowaniu decyzji, co do wykonania lub odmowy zabiegów, któregoś dnia może się zdarzyć, iż w imię politycznej poprawności służbie medycznej za odmowę będzie groziła utrata pracy. Doktor Ballarin powiedział:„Będziemy wtedy stawać przed takimi wyborami, przed jakimi stawali pierwsi chrześcijanie, czy patrioci za czasów komuny. Będzie to dla wielu z nas czas drastycznych wyborów i płacenia ceny za niezapieranie się Boga przed sobą i światem”. Pomimo tego: „gdyby raz jeszcze przyszło mi wybierać, to raz jeszcze byłaby to medycyna. Lubię być lekarzem, wierzę że mój zawód pomaga mi budować mój niebieski kapitał”.
Doktor Leszek Ballarin jest specjalistą medycyny wewnętrznej; posiada dyplom wydany przez Board Certified Internal Medicine. Obecnie przyjmuje w dwóch gabinetach: na północy Chicago oraz w Bridgeview Illinois.




