Grzech czy nie grzech? Grzechy zaniedbane Moralnie – legalnie: prawo pozwala, więc po co mi sumienie?
W dzisiejszym świecie widzimy coraz większy rozdźwięk pomiędzy prawem a moralnością. Napisałem niedawno o świętach Bożego Narodzenia, które w coraz większym stopniu stają się czymś „nielegalnym”. Tymczasem z jednej strony prawo zakazuje czegoś, co jest dobre, albo co najmniej neutralne moralnie, a z drugiej — legalizowane są rzeczy, które nie tylko w etyce chrześcijańskiej były i są określane jako złe.
Niedawno minęła kolejna rocznica wprowadzenia w Stanach Zjednoczonych niechlubnego „prawa do aborcji”, opartego na sprawie Roe kontra Wade. Amerykański Sąd Najwyższy zdecydował, że „prawo do aborcji” wynika z konstytucyjnego „prawa do prywatności”. Stwierdził przy tym, że dziecko w łonie matki nie jest człowiekiem w rozumieniu konstytucji, zatem nie przysługują mu żadne prawa.
Nie jest moim celem szczegółowe rozważanie samego tematu aborcji, choć jest to bardzo poważny problem. Chcę odnieść się do aborcji jako do przykładu zła, które — kiedy zostaje dopuszczone przez prawo — przestaje poruszać sumienia wielu osób. Zalegalizowane zło staje się zgorszeniem w pierwotnym znaczeniu tego słowa. Sprawia, że ktoś staje się gorszy, tracąc ważny punkt odniesienia dla swego sumienia i zyskując usprawiedliwienie dla swoich złych wyborów.
Kiedy my sami, albo ktoś, z kim sympatyzujemy, robi coś złego, zwykle włącza nam się mechanizm obronny — szukamy usprawiedliwienia i umniejszenia popełnionego przez siebie zła. Nieraz można usłyszeć, że co nie jest zabronione, jest dozwolone: skoro coś jest dozwolone — legalne — to znaczy, że nie jest złe. Prawo kształtuje nasze myślenie.
Prawo stanowione opierało się zwykle na prawie naturalnym — powszechnej, zakorzenionej w ludzkiej naturze intuicji o tym, co jest dobre, a co złe. My, wierzący, jesteśmy przekonani, że źródłem prawa naturalnego jest Stwórca. Jednak nie oznacza to, że prawo naturalne jest związane wyłącznie z jakąkolwiek religią. Pewne wspólne rozumienie takiego prawa można było znaleźć w wielu miejscach i czasach, niezależnie od wyznawanej wiary, czy też kultury, w której żyli ludzie.
Zdarzało się niejednokrotnie, że takie, czy inne prawo ustanowione przez ludzi miało na celu przede wszystkim wygodę, czy też doraźną korzyść pewnej grupy ludzi, a nie sprawiedliwość i ochronę dobra. „Prawo do aborcji” nie jest pierwszą w historii sytuacją, kiedy zło znalazło wsparcie w przepisach prawnych. Dlatego potrzebujemy pamiętać o tym, że to nie kodeksy prawne mają kształtować nasze sumienie. Powinniśmy raczej starać się o to, aby to prawodawcy brali pod uwagę sumienia uformowane w oparciu o prawo naturalne.
Niektórzy mówią: „skoro jesteś przeciw aborcji, to jej po prostu nie wykonuj”. To prawda, że przede wszystkim my sami powinniśmy żyć zgodnie ze swoim sumieniem. Nie chodzi jednak tylko o nasze własne przekonania, ale o obiektywne dobro i zło. Są decyzje, poprzez które ktoś szkodzi tylko sobie samemu — nie we wszystko prawo powinno ingerować. Istnieją jednak również takie sprawy, które nie dotyczą tylko jednej osoby. Aborcja, której przykład przytaczam, nie jest niczyją prywatną sprawą. Dotyczy ona również dziecka, któremu odbiera się życie.
Potrzebujemy, zatem widzieć, że jest coś więcej, niż przepisy prawa. Potrzebujemy kształtować sumienia tych, którzy przestali widzieć coś złego w aborcji, czy w innych przejawach zła dopuszczanych przez prawo. Potrzebujemy — na tyle, na ile jesteśmy w stanie — starać się o zmianę praw, które prowadzą do zła i niesprawiedliwości.



