Advertisements ad ad

Catolico: Periódico oficial en Español de la Arquidiócesis de Chicago

W obronie każdego ludzkiego życia
Marsz dla życia 2010

ks. Piotr Gnoinski

Każdy z nas jest chciany, każdy z nas jest kochany, każdy z nas jest potrzebny” — te słowa papieża Benedykta XVI stały się hasłem wiodącym autokarowej pielgrzymki Biura Szacunku dla Życia Archidiecezji Chicago do Waszyngtonu, na 37. Marsz dla życia. W tym roku z Chicago do stolicy USA pojechało siedem autokarów z ponad trzystoma osobami. W większości byli to ludzie młodzi, uczniowie szkół średnich i studenci wyższych uczelni. Do Waszyngtonu jechaliśmy w Bożej sprawie, była to, więc pielgrzymka, a nie wycieczka. Mieliśmy świadomość, że udajemy się tam po to, aby dać świadectwo i domagać się ochrony życia każdej ludzkiej osoby bez względu na wiek, rasę, zdolności, czy wygląd.

Dlaczego marsz, dlaczego Waszyngton?

Pierwszy Marsz dla życia zorganizowany został 22 stycznia 1974 r. przez grupę trzydziestu osób, w pierwszą rocznicę zalegalizowania aborcji w Stanach Zjednoczonych. Doszło do tego po burzliwym procesie sądowym, w którym kobieta ukrywająca się pod pseudonimem Janet Roe wygrała wniesiony pozew, w którym oskarżyła stan Teksas o praktykowanie rzekomo „niekonstytucyjnego prawa, nie zezwalającego na aborcję”. Uchwalone wówczas prawo obowiązuje do dziś i sankcjonuje stosowanie między innymi tak drastycznych metod aborcyjnych, jak częściowy poród. Od tamtego czasu organizacja March for Life zaprasza wszystkich ludzi, aby w pokoju i z modlitwą maszerowali przed budynek Sądu Najwyższego, aby tam wpływać na zniesienie tej ustawy. Jak podaje niezależna agencja Guttmacher Institute, w wyniku ustawy każdego dnia drogą aborcji w USA ginie ponad 2000 dzieci. Od roku 1973 do 2008 łącznie zginęło ponad 50 milionów nienarodzonych. Do tej liczby należy dołożyć wszystkie inne niepoliczalne aborcje spowodowane użyciem pigułek wczesnoporonnych( www.guttmacher.org).

Z Chicago do Waszyngtonu

Pielgrzymka rozpoczęła się 20 stycznia Mszą św. odprawioną w bazylice Królowej Wszystkich Świętych w Chicago, w dzień patrona sportowców, św. Sebastiana męczennika. Czytanie o walce i zwycięstwie słabego Dawida z potężnym Goliatem było jakby specjalnie dla nas. Ksiądz Joe Noonan, z biura powołań naszej diecezji, wysłał nas w drogę mówiąc: „Bądźcie głosem rozumu i prawdy”. Wyruszyliśmy więc, jak Dawid, do boju z Goliatem, czyli z cywilizacją śmierci.

Po szesnastu godzinach dotarliśmy do hotelu, skąd po szybkiej toalecie udaliśmy się do Narodowej Bazyliki Niepokalanego Poczęcia NMP, na uroczystą Mszę świętą, której przewodniczył i homilię wygłosił kardynał Daniel DiNardo, przewodniczący Komisji do Spraw Ochrony Życia przy episkopacie amerykańskim. Blisko 9 tysięcy osób: młodych, starszych, świeckich, małżonków, stanu wolnego, zakonnic i zakonników, zdrowych i niepełnosprawnych, pobożnie z gorącymi i otwartymi sercami uczestniczyło w tym Najświętszym Dziękczynieniu za dar życia. W prezbiterium tej dwudziestej co do wielkości na świecie bazyliki, znajdowało się ponad 400 kleryków, blisko 50 diakonów, około 200 kapłanów, kilkudziesięciu biskupów i kilku kardynałów, na czele z dobrze znanym nam kardynałem Francisem Georgem. Bohaterką i patronką dnia była męczennica, św. Agnieszka. Kardynał podkreślił, że łańcuchy, które próbowano założyć tej nastoletniej męczennicy ciągle z niej spadały i nie mogły spętać jej niewinnego ciała. Kaznodzieja nazywając św. Agnieszkę świadkiem wiary i czystości ze smutkiem stwierdził, że obecnie społeczeństwo zniewolone jest kajdanami, w które samo się zakuło. Są nimi pornografia i antykoncepcja, izolują one życie od miłości. Szczególnie niebezpieczne są one w małżeństwie, gdzie miłość i życie muszą iść w parze, bo miłość bez życia martwa jest, a życie bez miłości jest puste.

Modlitwa i marsz

Punktem kulminacyjnym następnego dnia był marsz. Przed jego rozpoczęciem wraz z 18 tysiącami młodych zgromadziliśmy się w hali sportowej Verizon Center na Mszy świętej. nuncjusz Apostolski odczytał list papieża Benedykta XVI, w którym Ojciec Święty zapewnił nas o pamięci modlitewnej i solidarności. Godnym zapamiętania było również inspirujące kazanie młodego księdza Lawrenca Swinki. Kapłan ten opowiedział w nim historię zaczerpniętą z jego własnego życia. Jako najstarszy spośród jedenastu rodzeństwa, pewnego dnia, kiedy jego ojciec parkował ich duży, stary i mocno zużyty samochód przed sklepem pomiędzy nowym mercedesem i lexusem, zapytał: „tato, czy nie chciałbyś mieć takiego mercedesa”? Ojciec odparł: „oczywiście, że chciałbym, ale nie mogę, bo mam was, i mnie nie stać. Ale mówię ci, nigdy w życiu nie zamieniłbym żadnego z was, ani na mercedesa, ani na lexusa”. Ksiądz Lawrence stwierdził: „w naszym społeczeństwie tak często ludzie poświęcają ludzi, żeby zaskarbić sobie dobra materialne, a powinno być odwrotnie — powinniśmy poświęcać rzeczy, żeby zaskarbiać ludzi(…). Szanuj życie, bo jest cenne i ochraniaj je czystością i modlitwą (…). W tej wojnie trzeba walczyć na kolanach z różańcem w ręku”.

W samym marszu, jak podali organizatorzy wzięło udział ponad 400 tysięcy osób. Byli to ludzie różnych wyznań, poglądów politycznych, różnych przynależności partyjnych, a także narodowości. Nad tłumem można było nawet zobaczyć powiewającą flagę z białym orłem. Obok mnie maszerowała młoda Polka, Ania z parafii St. Ansgar w Hanover Park. Dla niej był to już szósty marsz. Powiedziała, że w amerykańskiej szkole publicznej trudno jest być wiernym czystości, wstrzemięźliwości i katolickim obyczajom. Marsz pomaga jej uzyskać duchowe siły. Pomimo młodego wieku ma na swoim koncie olbrzymie o-siągnięcie — udało jej się uratować ludzkie życie. Rok temu nakłoniła koleżankę w ciąży, żeby nie zabijała swojego dziecka. Szliśmy w zadumie i modlitwie. Odmawiając różaniec dziękowaliśmy Bogu za dar życia.

Przed budynkiem Sądu Najwyższego spotkaliśmy dziesiątki mężczyzn i kobiet w średnim i podeszłym wieku z organizacji Silent No More Awareness, którzy w milczeniu trzymali transparenty z hasłami: Żałuję mojej aborcji (I Regret My Abortion), Kobiety żałują aborcji (Women Do Regret Abortion) i Mężczyźni żałują straconego ojcostwa (Men Regret Lost Fatherhood). Wielu z nich publicznie wyznało, że już dłużej nie może tolerować kłamstwa, iż „aborcja jest jedynym rozwiązaniem problemu”. „Jest ona raczej początkiem życiowego koszmaru” — mówili. Odnaleźli oni jednak nadzieję w Bogu i wrócili do Niego przez łaskę przebaczenia, bo nasz Bóg jest bogaty w miłosierdzie dla tych, którzy szanują Jego wolę i ufają Mu całym sercem. Dla Niego nie ma nic niemożliwego. Ludzie poranieni idą z grzechami do lekarzy, psychiatrów, adwokatów i okultystów, żeby im poradzili, lecz tylko ksiądz może odpuścić grzechy. Wybierajmy życie, żebyśmy przeżyli jako katolicy, ale też jako ludzkość. Pamiętajmy: tolerowanie zła pomnaża liczbę ofiar.

ks. P. Gnoinski pracuje w parafii świętego Francisa Borgii w Chicago, w “Marszu dla życia” uczestniczył trzy razy.