Uczestniczę w cudzie
Z dyrektorem Radia Maryja ojcem Tadeuszem Rydzykiem rozmawia Alicja Pożywio
W 1991 roku, gdy powstało, Radio Maryja było bardzo skromne: lokalny zasięg, niewielu słuchaczy. Obecnie jest potęgą. Posiada sześć milionów słuchaczy, przeciętnie każdy z nich spędza dziennie przy odbiornikach 219 minut dziennie.
Nie wierzę sondażom. Zresztą nie liczby są tu najważniejsze, bo nie wiemy ilu z tych, którzy nas słuchają to widzowie i kibice. Najważniejsze jest to, jakie owoce przynosi, czy przemienia ludzi i czy ludzie poznają przez nie Pana Boga?
A jednak, nie sposób zaprzeczyć, że radio się rozwinęło. Czy tak wyobrażał sobie Ksiądz na początku ekspansję w eterze?
Przed 18 laty, nie myślałem, jakie to radio będzie, ale marzyłem od samego początku: Polska, Polonia, świat. Chciałem, abyśmy docierali do wszystkich. Jako dziecko, gdy chodziłem do kościoła, przechodziłem obok średniej renomy restauracji i myślałem: „dlaczego, Panie Jezus, tak jest, że nie wszyscy o Tobie mówią, nawet ci, którzy przychodzą do kościoła?”. A ja pragnąłem, aby wszyscy o Nim mówili. Później pojawiło się marzenie o centrum ewangelizacyjnego. W świecie zobaczyłem dwa takie centra. Tymczasem po święceniach dostałem paczkę kredy i wysłano mnie do piwnicy, gdzie mieściła się salka katechetyczna. Nie miałem wówczas nic, nawet pieniędzy na cukierki dla dzieci. Radio rozpoczynałem borykając się z wieloma przeciwnościami: nie było ludzi, nie było pozwoleń, nie było miejsca, ani środków. Ale pojawili się ludzie i oni to wszystko zrobili.
Wielu jednak twierdzi, że powstało ono dzięki charyzmatowi Księdza Dyrektora.
Każdy z nas ma jakiś charyzmat. Ja nie wiem, czy mój jest aż tak specjalny? Ale wiem, że przez to, co robię — mam służyć. Jest to jak pasja, jak życie, ale jest to również wielki wysiłek, ciągłe wspinanie się na stromą górę. Bardzo mnie krępuje, gdy ludzie mówią: ojciec stworzył. To nie jest prawdą. Pan Bóg stworzył, ja tylko uczestniczę w czymś, co mnie przekracza. Jestem ogniwem, ale nic nie stworzyłem. Jestem Panu Bogu wdzięczny, że mogę uczestniczyć w cudzie, jakkolwiek to mnie samego także bardzo dużo kosztuje. Pan Bóg mnie nie przytula bez przerwy. Wiem, że Pan ma plan, że ja sam jestem mały i czasem dziwię się, że Pan chce się mną posługiwać, ale jestem Mu za to wdzięczny.
Niektórzy zarzucają Radiu Maryja, że jest siłą polityczną.
Jako ludzie nie jesteśmy istotami neutralnymi. Wiele wpływa na ukształtowanie naszych poglądów. Celem Radia Maryja nie jest polityka. Jednak człowiek ze swej natury jest istotą społeczną, a więc polityczną. Jan Paweł II powiedział, że polityka jest roztropną troską o dobro wspólne, czyli jest to dbanie o zbawienie człowieka, o jego rozwój i szczęście. Jest to bardzo głęboka definicja i za taką polityką wszyscy tęsknią nawet sobie tego nie uświadamiając. Jako katolicy jesteśmy zobowiązani do zaangażowania. Mamy budować świat, a nie czekać, aż nam go ktoś zbuduje. Brak zaangażowania politycznego jest oznaką braku miłości do ludzi i do Pana Boga.
Czy Radio Maryja dzieli Kościół na toruński i łagiewnicki?
Ten podział rozpoczął się od wypowiedzi Jana Marii Rokity. Słyszałem jak ksiądz kardynał Dziwisz, niedługo po niej, powiedział, że nie ma dwóch Kościołów w Polsce i że nie damy się podzielić. To nieprawda, że Radio Maryja dzieli. Swego czasu mówiono, że Jan Paweł II był przeciwko Radiu Maryja. Ja jednak pamiętam, kiedy był on w Toruniu, wyraził nam wdzięczność i błogosławieństwo. Myślę, że diabłowi zależy na tym żeby dzielić. Prawdą jest natomiast, że istnieją różne formy ewangelizacji. Od samego początku Kościoła, święci Piotr i Paweł nie zawsze się zgadzali we wszystkim i sami mieli różne metody docierania do ludzi.
Jednak sam prymas Glemp powiedział, że Radio Maryja używa języka nieewangelicznego gdy wypowiada się na tematy polityczne, a to przecież nie służy budowaniu jedności.
Nie pamiętam takiej wypowiedzi. Musiałbym zapytać księdza kardynała.
Alleluja i do przodu! Tym zawołaniem trafił Ksiądz w dziesiątkę. Jest krótkie, optymistyczne i ma odniesienie religijne.
Nie jestem pewien, czy przypadkiem jego autorem nie był kardynał Wojtyła. Alleluja — oznacza: chwalmy Pana. Do przodu to: nie oglądaj się wstecz. Diabeł kusi nas do oglądania się do tyłu, analizowania tego, co ludzie o nas mówią. Taki człowiek, który ogląda się na boki i do tyłu nigdzie nie dojdzie. Uczeń Chrystusa to nie jest ktoś, kto płacze nad sobą. Pesymizm jest pokusą, a religia chrześcijańska jest religią nadziei. Ktoś taki widocznie się nie modli, a może jest chory lub niewyspany.
W Chicago jest Ksiądz nie po raz pierwszy. Jacy my, jako Polonia, jesteśmy w Ojca oczach?
Cieszę się, gdy widzę ludzi modlących się w kościele i pytam jaki jest sens ich życia, jak myślą o przyszłości. Sądzę, że więcej ludzi tutaj, niż w Polsce jest zniszczonych, poranionych duchowo, psychicznie; emigracja wiele kosztuje, także samotność daje tu znać o sobie. Emigracja jest to narodzenie się na nowo ludzi dorosłych. O ludziach wierzących wśród Polonii mogę powiedzieć, że tu można się uczyć miłości do Pana Boga, a równocześnie miłości do ojczyzny.
Dziękuję za rozmowę.




