O muzyce, organach i organistach
Muzyka w kościele powinna być piękna. Nie dla wrażeń czysto estetycznych, ale żeby docierać do najgłębszych pokładów ludzkich serc. Wypływać powinna ze szczęścia, z absolutnego zadowolenia, radości i pokoju. Tymczasem nie zawsze jest z nią u nas tak, jak powinno. Często narzekamy, że w naszych kościołach śpiewa się ciągle te same pieśni, albo że śpiewającym jest jedynie organista albo, że organista swoje, a lud swoje. Muzyka i śpiew są obecne w liturgii od samego początku Kościoła. „Ewangelia mówi, że apostołowie udali się na Górę Oliwną po Ostatniej Wieczerzy po tym, jak odśpiewali hymn. Wiemy też, że podczas Paschy po każdym wznoszeniu kielicha były śpiewane odpowiednie psalmy dziękczynne. Trudno jest sobie wyobrazić liturgię bez śpiewu i muzyki” — mówi ksiądz Robert Nalepka, syn organisty, z wykształcenia muzykolog, pracujący obecnie w parafii Świętej Trójcy w Chicago.
Dlaczego organy?
Przyzwyczailiśmy się do tego, że w każdym kościele nieodzownie znajdują się organy. Wydaje się nam, że były u nas od zawsze. W istocie są one prezentem świata bizantyjskiego dla zachodniego. Używane na dworze cesarskim służyły do oddawania czci cesarzowi jako przedstawicielowi Boga na ziemi. Choć organy nie przyjęły się w Kościele wschodnim, gdyż zbyt mocno kojarzyły się z kultem człowieka, jeden z cesarzy przesłał je w prezencie do Włoch.
„Przypadły one do gustu w Kościele poprzez swoje brzmienie fletowe. Dźwięk fleo (z łac. płakać) wprowadza w klimat łagodności, modlitwy i spokoju. Koloratura ich brzmienia od niskich głosów po wysokie odbija rzeczywistość Kościoła, posiada szerokie spektrum, w którym każdy może się odnaleźć” — uważa ksiądz Nalepka. Choć w Kościele próbowano używać innych instrumentów, organy zdecydowanie zwyciężyły w rywalizacji. Do tego stopnia, iż ich obecność w liturgii została zagwarantowana dokumentami Soboru Watykańskiego II. W Konstytucji o Liturgii Świętej czytamy: „W Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu organy piszczałkowe jako tradycyjny instrument muzyczny, którego brzmienie ceremoniom kościelnym dodaje majestatu, a umysły wiernych podnosi do Boga i spraw niebieskich” (KL 120). Ksiądz Nalepka twierdzi, że dla dobra liturgii inne instrumenty muzyczne powinny być używane jedynie w wyjątkowych okolicznościach. Na pytanie czy obecność od czasu do czasu orkiestry dętej w kościele na Trójcowie jest zgodna z przepisami liturgicznymi powiedział: „owszem, orkiestry można wprowadzać do kościoła w osobliwych okolicznościach, takich jak na przykład Pasterka. Robimy tak dla podkreślenia rangi święta i dla wzmocnienia jego doniosłości”.
Muzyk, czy organista?
Każdy wie, że jakość liturgii w naszych kościołach zależy w dużej mierze od wykonawcy muzyki, czyli od organisty. „Bycie muzykiem to jedna rzecz, a bycie organistą to druga” – twierdzi Piotr Dymon, organista, od trzech lat pracujący w kościele na Trójcowie. Uważa, że aby być dobrym organistą nie wystarczy dobrze grać na instrumencie. „Trzeba znać dokumenty Kościoła mówiące o muzyce, należy posiąść znajomość liturgii, która uczy o tym, co i kiedy powinno być wykonywane” — powiedział. Ale nie tylko. Jak twierdzi ksiądz Nalepka — trzeba czuć ducha Kościoła. Niektóre brzmienia powinny być wyeliminowane, bo kojarzą się ze złymi rzeczami. W przeszłości bardzo często muzykę traktowano instrumentalnie. „Była ona używana do orgii, w wojsku, w szkołach do kształcenia charakteru. Wiadomo, iż odpowiedni rodzaj muzyki jest w stanie wykształcić konkretne cechy, potrafi uspokoić, ale równocześnie wzbudzić agresję, nastroić do walki (gdy wojsko szło na bitwę, to używano bębnów, kotłów). Mając świadomość tego Kościół rezygnuje z muzyki, która nie sprzyja duchowi modlitwy, skupienia” — powiedział ksiądz Nalepka.
Chicagowskie grzechy
Piotr Dymon twierdzi, że muzyka liturgiczna w kościele polonijnym jest zaniedbana. Głównie dlatego, że wielu organistów umie grać, ale nigdy nie uczyła się zawodu organisty. Stąd nie znają zasad potrzebnych do tego, by muzyka w kościele upiększała liturgię. Bardzo często praca organisty jest dla wielu dodatkiem do pensji. Stwarza to problem, iż nie są oni w stanie poświęcić wystarczająco dużo czasu i energii muzyce kościelnej. Co jego zdaniem najbardziej razi? „Śpiew powinien dotyczyć akcji — akcja się kończy, kończy się śpiew. Tymczasem wielokrotnie słyszałem jak organiści, na przykład na wejście, śpiewają pieśni kilkuzwrotkowe. Ksiądz czeka przy ołtarzu, a organista ciągle gra” — zauważa Piotr Dymon. Innym problemem, jego zdaniem, jest odpowiedni dobór pieśni. „Często w naszych kościołach zapominamy o trzech zasadach doboru pieśni, którymi są: Słowo Boże, okres liturgiczny oraz to, czy dana pieśń jest w kanonie pieśni liturgicznych” — powiedział. Od jakiegoś czasu w liturgii pojawiają się piosenki świeckie. „Często są to piosenki z pięknymi tekstami, ale niestety nie nadają się do kościoła” — dodał.
Zdaniem księdza Nalepki organiści czasem chcą przedobrzyć. „Akompaniament powinien ułatwiać śpiew. Czasami jednak organista używa tylu akordów, że go utrudnia”. Inny problem, to śpiewanie w odpowiedniej tonacji. Dotyczy to głównie kolęd. „W śpiewnikach często są one napisane za wysoko, a organista wiernie się trzyma tych tonacji. Nie jest to zbyt wygodne dla ludzi, dlatego ludzie często się wyłączają” — powiedział. Aby być dobrym organistą należy, jego zdaniem, znać sekrety organistów. Jednym z nich jest to, że rano należy obniżać tonację. „Głos jeszcze nie jest rozbudzony, lubimy wówczas śpiewać niskie tony” — powiedział ksiądz Nalepka. Ponadto trzeba umieć odczytać charakter danej melodii. „Organista musi zagrać daną pieśń tak, żeby się chciało śpiewać - w odpowiednich momentach wzmocnić, zachęcić”— twierdzi.
Innym grzechem naszych organistów jest to, że lubią się popisywać swoimi talentami. Tymczasem powinni oni umieć zejść na dalszy plan i pamiętać, że liturgia jest służbą. „W tym tkwi największa sztuka, by swój talent i przygotowanie tak wkomponować w liturgię, aby stawać się niewidocznym, ale potrzebnym” — powiedział ksiądz Nalepka. Zdaniem Piotra Dymona, dobry organista powinien pamiętać o tym, by przed rozpoczęciem śpiewu przyciszyć mikrofon. „Organista powinien prowadzić, a nie zagłuszać śpiew innych” — powiedział.
Co i jak można zmienić?
W ubiegłym roku w Chicago pojawiła się inicjatywa spotkań organistów. Mają one służyć wymianie doświadczeń i samokształcaniu. „Mamy już za sobą cztery takie spotkania. Zwykle pojawia się na nich od 10 do 15 organistów. Na pierwszych chcieliśmy się poznać i dowiedzieć, czego organiści oczekują i potrzebują” — powiedział Piotr Dymon. Ostatnie dotyczyło struktury Mszy świętej, omówiono na nim obrzędy wstępne i Liturgię Słowa. Spotkania odbywają się w parafii Świętej Trójcy i zaproszeni są na nie wszyscy polscy organiści. Najbliższe będzie miało miejsce w okolicach Wielkanocy. Inicjatorzy tych spotkań mają nadzieję, że przyczynią się one nie tylko do tego, aby muzyka w kościołach polonijnych była coraz piękniejsza, ale także, że zbudują one trwałe więzi wśród tych, od których tak wiele zależy w naszej liturgii, od polonijnych organistów.


