Chicago w mocy Ducha Świętego
Tam gdzie odprawiane są Msze o uzdrowienie kościoły pękają w szwach. Ludzie uczestniczą w nich z różnych motywów. Z głodu Ewangelii i z nadziei na uzdrowienie fizyczne. Przychodzą chorzy na raka, na serce, z nadciśnieniem i niepłodnością. Przychodzą cierpiący na depresję i uzależnieni, niektórzy przywożeni są na wózkach inwalidzkich lub przynoszeni w ramionach rodziców. Ale ludzie przychodzą także z ciekawości, czasem żądni sensacji lub mocnego doświadczenia religijnego, którego nie znajdują podczas coniedzielnych Mszy odprawianych w swoich parafiach. Co to są Msze o uzdrowienie? Ksiądz Jan Bashobora, charyzmatyk z diecezji Mbarara w Ugandzie, który w ciągu dwóch ostatnich miesięcy gościł w Chicago twierdzi, że nie różnią się one od regularnych Mszy niczym oprócz tego, że są o wiele dłuższe. Każda Msza uzdrawia. „Od samego początku, gdy rozpoczynamy Mszę znakiem krzyża świętego rozpoczyna się proces uzdrawiania. Potem, gdy wyznajemy nasze grzechy następuje kontynuacja uzdrawiania umysłu i duszy. Problem jest w tym, że my się ciągle spieszymy i nie mamy czasu, żeby o tym pamiętać” — powiedział ksiądz Bashobora w rozmowie z Katolikiem.
Cud cudowi nierówny
Uczestnicy tego rodzaju Mszy nie kryją, że oczekują cudów. „I mają rację, cała Msza jest jednym wielkim cudem”— mówi z uśmiechem ksiądz Bashobora. „Kiedy wzywamy Boga, aby przemienił chleb i wino w ciało i krew wypowiadamy słowa Jezusa i jest to pierwszy i najważniejszy cud. Jeśli ludzie byliby świadomi tego, co naprawdę dzieje się podczas Mszy świętej nie mielibyśmy dziś specjalnych Mszy o uzdrowienie” — powiedział. Tymczasem jednak Msze o uzdrowienie cieszą się coraz większą popularnością. Jeden z najbardziej oczekiwanych podczas nich momentów następuje po modlitwie do Ducha Świętego. Kapłan w słowach rozpoznania nazywa poszczególne choroby, z którymi przyszli ludzie. „Jest tu kobieta cierpiąca na niepłodność, mężczyźni uzależnieni od nałogu tytoniowego — zostajecie teraz uzdrowieni” — mówił ksiądz Boshobora podczas jednej z Mszy odprawionych w ramach tygodniowych rekolekcji w parafii św. Konstancji w Chicago. W parafii święto Alberta Wielkiego w Burbank, być może ze względu na wyższą średnią wieku uczestników, ksiądz Bashabora rozpoznał wielu z problemami nadciśnienia i złego krążenia krwi. „Podczas jednej z wieczornych Mszy na środek kościoła wyszło pięć osób, które doznały uzdrowień fizycznych. Jeden z nich poczuł się na tyle dobrze, że zdjął gorset, który nosił po wypadku na budowie” — powiedział ksiądz Ryszard Miłek, administrator parafii św. Alberta. Podobne Msze, z łącznym udziałem sześciu tysięcy osób, odbyły się we wrześniu ubiegłego roku w parafii Trójcy Świętej w ramach Forum Charyzmatycznego. „Dużo ludzi doznało łaski wewnętrznego przebaczenia. Dawali świadectwa, że borykali się z depresją, byli załamani, często nie mogli przebaczyć. Nagle doświadczyli sensu wiary, tego że jest Bóg. Wielu mówiło, że poczuli potrzebę odnowienia życia duchowego, zaczęli się modlić i czytać książki duchowe” — powiedział ksiądz Andrzej Maślejak, dyrektor Misji Trójcy Świętej.
Emocje, uczucia i wzruszenia
Podczas Mszy o uzdrowienie ludzie często śmieją się, płaczą, podnoszą ręce do góry, są bardziej niż normalnie skłonni do kontaktów z nieznajomymi. Emocje dają znać o sobie. „Wyobraź sobie, że masz męża, który nigdy nie mówi ci, że cię kocha i kiedy w końcu to powie reagujesz emocjonalnie. I właśnie to dzieje się na Mszach o uzdrowienie. Ludzie mówią Bogu po raz pierwszy od dłuższego czas, że go kochają. Bóg daje ludziom odczuć, że ich kocha. Pytanie o emocje jest więc pytaniem o doświadczenie Boga, który kocha” — powiedział ksiądz Bashobora.
Emocje często porównywane jednak są do słomianego ognia — szybko wybuchają, płoną intensywnie, ale ich blask trwa krótko. Krytycy twierdzą, że powierzchowny emocjonalizm bywa jednym z najbardziej szkodliwych zjawisk w Kościele. „Ludzie, którzy nie znają ruchu charyzmatycznego, a jedynie obserwują go z zewnątrz rzeczywiście widzą same emocje. Grupy charyzmatyczne mają to do siebie, że często podchodzą do wiary uczuciowo” — powiedział ksiądz Maślejak. Twierdzi on także, że emocje można wspaniale wykorzystać do wprowadzenia na głębię modlitwy i do spotkania z Panem Bogiem. „Kto zna głębiej ruch charyzmatyczny, ten wie, że członkowie tych grup nie modlą się tylko w spektakularny sposób, ale że za tą modlitwą idzie solidna formacja” — powiedział.
Upadek w Duchu
Wielkie zainteresowanie podczas tego rodzaju Mszy wywołują niekontrolowane i niezamierzone upadki na podłogę, zazwyczaj do tyłu, przypominające chwilową utratę świadomości. Odpoczynek w Duchu, jak nazywają je charyzmatycy, następuje zwykle po intensywnej modlitwie do Ducha Świętego i po nałożeniu przez księdza rąk na głowę modlącego się. Przez wielu uważany jest za zjawisko psychologiczne mające niewiele wspólnego z przeżyciem religijnym. Ksiądz Bashobora jednak twierdzi inaczej. „Pan Bóg dotyka każdego człowieka w inny sposób. Duch Święty jest osobą i gdy ktoś nawiąże z Nim kontakt jak z osobą, to coś się stanie. Nie będziesz już taki sam — będziesz płakał, śmiał się, padniesz na ziemię” — powiedział. Twierdzi on również, że Duch Święty jest jak wiatr. „Czy możesz dotknąć wiatru? Nie, ale możesz zobaczyć skutki jego działania. Kiedy widzisz więc kogoś padającego na ziemię, śmiejącego się, czy płaczącego wiesz, że tamtędy przeszedł Duch Święty” — powiedział. Zdaniem księdza Maślejaka upadek w Duchu Świętym jest tajemnicą. „Człowiek czuje po prostu wewnętrzne uspokojenie i odnowienie. Ten upadek jest naturalny, jest to znak, że Boży Duch jest z tobą, że Pan Bóg chce się tobą posługiwać” — powiedział ksiądz Maślejak.
Zapytany o to skąd wiadomo, czy powalająca moc pochodzi od złego, czy od dobrego ducha ksiądz Bashobora powiedział, że w grupach są ludzie obdarowani darem rozpoznawania duchów.
„We wspólnocie są szczególni ludzie wybrani do tego, aby rozpoznawać złego ducha. Kościół jest bardzo ostrożny, gdyż nie chce, aby ktokolwiek nadużywał tych darów, dlatego też każda diecezja ma swojego egzorcystę. Interpretatorem jest ksiądz i Kościół” — powiedział.
Drażliwe tematy: sława i pieniądze
Podczas rekolekcji głoszonych przez księdza Jana Bashoborę w parafii św. Konstancji w kościele bardzo często rozbrzmiewały oklaski. Niektórzy przypisywali mu magiczną moc, inni porównywali do samego Jezusa Chrystusa kroczącego po Galilei, prasa polonijna donosiła, że w wystąpieniach rekolekcjonisty nie brakowało elementów widowiska, niektórzy całowali go w rękę. Zapytany o to, czy jemu samemu takie reakcje nie przeszkadzają ksiądz Bashobora powiedział: „Ludzie nie powinni tak się zachowywać. Jezus kocha mnie nie dlatego, że jestem lepszy od innych, wiem, że mnie kocha i ja też go kocham. Podczas Mszy nie koncentruję się na tym, co ludzie powiedzą, czy jak wypadnie kazanie, dla mnie najważniejszy jest Jezus” — stwierdził.
Innym drażliwym tematem są pieniądze. Niektórzy twierdzą, że Msze o uzdrowienie są niezwykle dochodowe, gdyż obecni tam ludzie bywają hojniejsi niż normalnie. W samej tylko parafii św. Konstancji, jak poinformowano w biuletynie parafialnym, w ciągu tygodnia ofiarowano gościowi z Ugandy przeszło 50 tysięcy dolarów. „Wiele osób myśli, że wracam do domu z bardzo dużymi pieniędzmi. Przyczyną mojego przyjazdu do Stanów Zjednoczonych nie było zebranie funduszy, przyjechałem tutaj, aby ewangelizować” — powiedział ksiądz Bashobora. Ofiary zebrane podczas Mszy przeznacza na dzieci z Ugandy, którym pomaga na wiele sposobów. „Mam 5322 dzieci, które są nie tylko katolikami, ale także protestantami, wyznawcami islamu, spotkałem je podczas ewangelizowania. One są biedne i większość z nich to sieroty. Chciałbym, aby ci, którzy krytykują byli na moim miejscu — budzisz się rano i na progu twojego domu czekają dzieci — chcą zjeść śniadanie, pójść do szkoły i ty musisz wybrać tylko dwadzieścia spośród nich, bo tylko na tyle cię stać, aby nakarmić, a resztę musisz odesłać. Ja sam nawet nie mam samochodu” — powiedział.
Pomoc materialna, która dzięki obecności księdza Bashobory w Chicago wspomogła dzieci Ugandy, to z pewnością jeden z owoców jego pobytu w Chicago. Inne są trudniejsze do oceny, gdyż dotyczą uzdrowień fizycznych i duchowych. Te ostatnie, jak twierdzi ksiądz Miłek są najważniejsze i właśnie takich najbardziej doświadczono w Chicago.


