Catolico: Periódico oficial en Español de la Arquidiócesis de Chicago

Odpowiedzialni przed Bogiem i Kościołem

Alicja Pożywio

Rozmowa z proboszczem bazyliki św. Jacka, księdzem Michałem Osuchem

Jesienią ubiegłego roku uczestniczył Ksiądz w historycznych, międzynarodowych rekolekcjach odprawionych specjalnie dla kapłanów w Ars, mieście patrona Roku Kapłańskiego, świętego Jana Marii Vianneya.

Tak. Były one zorganizowane na prośbę Ojca Świętego pod patronatem Kongregacji ds. Duchowieństwa. Każda diecezja wysłała swoich przedstawicieli. Z naszej pojechało czterech księży, wśród których byłem także i ja. Ogólnie uczestniczyło w nich około 1400 księży i biskupów z przeszło 80 różnych krajów. Trwały one siedem dni. Głównym prowadzonym był kardynał Christoph Schönborn z Wiednia. Mówcami byli również kardynałowie z Francji, USA, Kamerunu i Brazylii, w tym prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa kard. Cláudio Hummes, oraz 3 biskupów z Francji, Brazylii i Australii. Spośród świeckich mówców głos zabrał Jean Vanier.

W jakich językach odbywały się rekolekcje?

Każdy z mówców mówił w swoim języku, który tłumaczono na siedem różnych, w tym także na polski.

Ars to mała miejscowość, położona u podnóża francuskich Alp, przyjazd blisko półtora tysiąca księży nie mógł tam pozostać niezauważony.

Rzeczywiście jest to mała miejscowość oddalona 40 kilometrów od Lyonu. Chyba niezbyt znana we Francji, bo kiedy w Lyonie na stacji pytałem o Ars, nikt nie wiedział jak tam dojechać. Centrum to oczywiście barokowa bazylika, w której znajduje się grób Jana Vianneya, odbywa się nieustanne wystawienie Najświętszego Sakramentu, i zawsze można zastać księdza w konfesjonale. Istotnie, jest tam trudno pomieścić tylu przybyszów jednocześnie. Rekolekcje jednak były bardzo dobrze zorganizowane. Mieszkaliśmy w rożnych miejscach: w hotelach i prywatnych kwaterach. Każdego dnia byliśmy dowożeni autobusami do centralnego punktu, czyli do bazyliki w Ars, która jest dawnym kościołem parafialnym świętego Jana Vianneya. Ponieważ nie jest ona zbyt duża, codzienne Eucharystie i konferencje odbywały się w sali obok bazyliki.

Czy dawał się tam odczuć duch księdza Vianneya?

Samo to miejsce nastraja do modlitwy i refleksji. Jest tam dużo pamiątek po świętym proboszczu. Choć program był bardzo bogaty mieliśmy wystarczająco czasu, aby pójść do grobu ojca Vianneya, zwiedzić plebanię, w której mieszkał, zobaczyć słynny konfesjonał, w którym, jak obliczają, wyspowiadał około miliona osób, spacerować uliczkami jego miasta, czy alejkami jego ogrodów. Mieliśmy też czas na prywatną modlitwę, spowiedź świętą lub na rozmowę duchową z którymś z biskupów, czy księży.

Czy podczas rekolekcji coś szczególnie Księdza dotknęło?

Przeżycie Wielkiego Czwartku. Choć rekolekcje odbywały się jesienią, podczas jednego z nabożeństw, byliśmy podzieleni na grupy dziesięcioosobowe i każdy każdemu w tych grupach mył nogi. Przypomniało to nam, co jest istotą kapłaństwa, że jesteśmy po to, aby służyć, a nie po to, aby nam służono i że jesteśmy dla wszystkich. Było to wymowne, gdyż nasze grupy składały się z kapłanów pochodzących z różnych części kuli ziemskiej, różnych kultur i rożnych języków. Uświadomiło nam to także, że nie jesteśmy posłani jedynie do polskiego, czy amerykańskiego Kościoła, ale wszędzie tam, gdzie Pan Bóg nas potrzebuje.

A jakaś konferencja?

Refleksja kardynała Schönborna z Wiednia o odpowiedzialności za Lud Boży. Mówił on o wielkiej odpowiedzialności przed Bogiem i przed Kościołem za każdego człowieka, do którego Bóg nas, księży posyła. Kardynał szczególnie podkreślał, iż my kapłani jesteśmy odpowiedzialni za rozpad małżeństw i za sieroty, które pozostają z tych małżeństw. Przedtem nawet nie myślałem, że ten problem, dotyczy także mnie i powinienem czuć się za to odpowiedzialny. Mówca zaprosił nas do tego, abyśmy postawili sobie pytanie o to, co zrobiłem, aby uratować jakieś konkretne małżeństwo. My księżą w takich sytuacjach raczej stajemy z daleka i nie wtrącamy się. Czasem myślimy, że jeśli zajmiemy konkretną postawę, to wiadomo, że staniemy się uważani za wroga kogoś, kto wydaje się być stroną pokrzywdzoną danego małżeństwa. Księża przyznawali, że boimy się takich sytuacji, gdy trzeba powiedzieć komuś wprost: robisz źle, tak nie można, jesteś przed Bogiem odpowiedzialny za to, co się dzieje w twoim życiu.

Czy potrzebujemy Roku Kapłańskiego w Kościele?

Zdecydowanie tak.

Dlaczego?

Myślę, że nie tylko z powodu kryzysu w życiu kapłańskim i kryzysu powołań, który odczuwany, ale również dlatego, że jest nam potrzebna refleksja nad kapłaństwem i powołaniem. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, iż nie ma kapłanów. Kardynał Schönborn podkreślał, że kapłani pochodzą z naszych rodzin. Jeśli parafia się nie modli, to bardzo często rodzina się nie modli, a jeśli rodzina się nie modli, to rodzina nie wyprosi przyszłych powołań kapłańskich. Myślę, że ta całoroczna refleksja nad kapłaństwem przemieni serca niektórych ludzi i zwiększy się liczba powołań, zauważymy, że ten rok był naprawdę bardzo potrzebny.

Wiemy, że powinniśmy się modlić za kapłanów, ale o co konkretnie?

Żaden ksiądz w Chicago nie jest ani głodny, ani nie chodzi w podartych butach. Nie musimy się więc modlić o dobra materialne, bo o to troszczą się parafianie. Na pewno musimy się modlić za przemianę serc kapłańskich, żeby kapłan był dla ludzi, żeby był na każde zawołanie potrzebującego człowieka. Zwłaszcza tu w Ameryce doświadczamy, że gdy ludzie dzwonią z prośbą o posługę kapłańską, odzywa się taśma i nie można księdza wezwać, kiedy ktoś umiera w szpitalu, czy w prywatnym domu.

Co jest największym wyzwaniem dla polskich księży w Chicago?

Myślę, że tych wyzwań jest wiele. Sytuacja imigracyjna, którą my księża przeżywamy razem z Polakami jest dla nas nietypowa. Czasem człowiek chciałby się buntować, że jest to niesprawiedliwe, iż ludzie nie mogą się czuć swobodnie w kraju, który otworzył dla nich swoje granice, do którego przyjechali i tu powinni znaleźć dom i tu powinni realizować swoje powołanie. Bolą rozdzielone rodziny i to, że ktoś tu przyjeżdża na zarobek i po kilku latach nie ma do kogo wrócić w Polsce.

Czy rekolekcje w Ars zmieniły Księdza spojrzenie na jego kapłaństwo?

Oczywiście. W Ars doświadczyłem Kościoła powszechnego z jego różnorodnością języków i zwyczajów. Wróciłem stamtąd mocniejszy i z postanowieniem, że jeśli przyszłoby mi opuścić polska parafię i pójść gdzie indziej to jestem gotów.

Dziękuję za rozmowę.