Catolico: Periódico oficial en Español de la Arquidiócesis de Chicago

Żniwo trwa

ks. Ryszard Groń

Jak zapewne wielu czytelników Katolika zauważyło, od 16 grudnia ub. roku rozpoczęła się w naszej archidiecezji kampania, która wzywa katolików będących od wielu lat poza Kościołem katolickim do powrotu na jego łono. Rozpoczęła się ona reklamami we wszystkich ważniejszych stacjach telewizyjnych.

Rodzi się w związku z nią kilka pytań, na które należy odpowiedzieć oraz skonfrontować je z reakcjami polskich katolików. Czy tego rodzaju ewangelizacyjna forma w czasie kryzysu jest na miejscu i czy jako taka wystarczy do namawiania ludzi do powrotu? W odczuciu naszych rozmówców okazuje się, że tak. Maria Nowakowski, z parafii św. Tomasza z Willanowy w Palatine, twierdzi, że to „jest bardzo dobra inwestycja, która zwróci się duchowo”. Z kolei Elżbieta Mika, z parafii Tomasza Becketa w Mount Prospect, uważa, że „skoro teraźniejszy świat operuje technologią 21 wieku, jak: TV czy Internet, to może taka powinna być nasza nowa droga informacji i zachęty”.

Czasami jest to jedyna platforma poruszania tematu wiary, którą dziś coraz bardziej próbuje się sprowadzać do sprawy prywatnej. Braki w naszym życiu wiary nie pozwalają wielu wychodzić z inicjatywą wzywania do powrotu innych, ponieważ sami nie czują się kompetentni. Wtedy pozostaje tylko instytucja Kościoła i podobne akcje. Tak przynajmniej uważa Piotr Urbanowicz, z parafii św. Tomasza Becketa w Mount Prospect. Nie próbował rozmawiać na tematy religijne, bo nie wydaje mu się, że „jest na tyle dobry i doświadczony, by o tym rozmawiać”. Twierdzi: „Skoro sam nie jestem idealnym chrześcijaninem, to nie mogę pouczać innych”.

Błogosławieństwo reklam

Poruszenie tematu wiary z inicjatywy Kościoła w powszechnie oglądanej stacji telewizyjnej w postaci krótkiego przerywnika czyni jej temat mniej prywatnym. Już nie wspominając o ładunku emocjonalnoinformacyjnym, jakie te spoty ze sobą niosą. Czasami dla urażonych ludzi może być to jedyna forma przedarcia się przez zasłonę odczuwanej krzywdy, jaka ich mogła spotkać niegdyś w Kościele. Wtedy, jak zauważa inny rozmówca, Tadeusz Śledź, parafianin z kościoła św. Andrzeja w Romeoville, „nagle okazuje się, że Kościół, to nie tylko niedziela i Msza, ale i misje, i Afryka, i szkoły, i szpitale, jak to pokazują spoty”.

Nie wszyscy są jednak tak entuzjastycznie nastawieni do tej formy reklam, choć rzeczywiście widzą ich efekty. Piotr Urbanowicz mówi: „Niestety, teraz wszystko się stało produktem, również religia. Reklamy dają jednak potrzebnego kopa i bodziec dla naszej wiary i na tym polega ich skuteczność”. W sumie akcja sprowadza się do jednego: ludzie zaczynają się zastanawiać nad głębszym sensem ich życia pośród zmaterializowanego świata.

Kościół jednak zrobił reklamami dopiero pierwszy krok. Nasi rozmówcy pytani o ich próby sprowadzenia wcześniej znanych im ludzi, którzy odeszli do Kościoła, właściwie byli bezradni, co jeszcze bardziej potwierdza błogosławieństwo transmitowanych reklam. „Jest to pytanie stulecia”, jak trafnie podsumowała to Elżbieta Mika. Czasami, jak w przypadku Marii Nowakowski, bojaźń utraty przyjaźni brała górę nad poruszaniem bolesnych tematów wiary; czasami jest wciąż brak kompetencji, jak w przypadku Piotra Urbanowicza, a czasem to zwykła niemoc działania w pojedynkę, jak w przypadku Tadeusza Śledzia.

W każdej parafii powstały specjalne grupy, które po Mszach św. oczekują na powracających katolików. Może jest to dobra okazja, by dzięki akcji znaleźć swój własny sposób dotarcia do innych. Niech to żniwo dalej trwa.